wtorek, 12 grudnia 2017

Subtelna wariacja na temat świąt

Witajcie Kochani :*

Dzisiaj ultrakrótka notka, w której chciałam Wam pokazać makijaż, który ostatnio zmalowałam. Niestety tego dnia nie współgrało ze mną światło. Makijaż w rzeczywistości był bordowy, nie pomarańczowy. Rzęsy też pozostawiają wiele do życzenia. Zdecydowanie nie są udane, mam chyba z 5 innych par "chińczyków" i są o niebo lepsze, a te... No cóż, sami widzicie na zdjęciach. Pasek jest tak bardzo widoczny, a kępki rzęs są tak... plastikowe, że całe rzęsy sprawiają wrażenie mocno niechlujnych, wręcz brudnych.

Wiem, kreska powinna być trochę wyżej. Wszystko przez to, że taśmę przykleiłam zbyt nisko. Nie tak. Optymalnie, żeby połączyć cienie na dolnej powiecie z cieniami na górnej, ale za nisko, żeby namalować kreskę. Mój błąd, ale hej! Ciągle się uczę ;)




Musicie mi wybaczyć, użyłam tylu cieni, że nie jestem w stanie Wam napisać, czego używałam. Na pewno Inglot, Glamshadows, Too Faced, Sleek i trochę Zoevy, ale czy coś jeszcze? Zabijcie mnie, ale nie pamiętam ;)

xoxo

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Boom Boom Mascara od Wibo - recenzja

Witajcie Kochani :*

Dzisiaj przychodzę do Was z szybką recenzją mascary od Wibo. Szybko, bo myślę, że zdjęcia mówią same za siebie :)


Mascara zamknięta jest w kiczowatej plastikowej buteleczce. Opakowanie limonkowo-różowe, fluorescencyjne. Za około 12zł otrzymujemy 11g produktu. Przydatność wynosi 6 miesięcy od otwarcia.



Tak wygląda szczoteczka. Jest olbrzymia! Silikonowa, gruba, z krótkimi włoskami. Nabiera zdecydowanie za dużo produktu. Ponadto cała "rączka" oblepiona jest tuszem.

"Efekt sztucznych rzęs z mega szczoteczką! Mascara nadbudowująca rzęsy, nadająca objętość w rozmiarze XXL. Kremowa formuła zapobiega sklejaniu rzęs, nadając im miękkość i sprężystość"

Ekhm...

Przejdę może do zdjęć...


Łyse oko ;)


Jedna warstwa tuszu...


...i druga warstwa tuszu...

Czy ja coś więcej muszę dodawać? xD

Ta mascara to koszmar! Nie da się, po prostu nie da się jej nałożyć delikatnie! Gdy ją kupiłam, gdy była jeszcze świeża, robiła taką samą masakrę, jak teraz, kiedy troszkę zgęstniała. Uwierzcie mi, starałam się nałożyć ją ładnie... To jest jedno wielkie nieporozumienie.

Pierwsze skojarzenie?


Mam nadzieję, że nikogo nie skrzywdzicie tym czymś na święta xD Chociaż może u Was się sprawdził? Może ja po prostu jestem lewa xD

xoxo

środa, 22 listopada 2017

Recenzja/pierwsze wrażenie Lovely Peach Desire Eyeshadow Palette + makijaż

Witajcie Kochani :*

Dzisiaj przychodzę do Was z ... recenzją? W sumie pierwszym wrażeniem odnośnie nowej paletki od Lovely Peach Desire Eyeshadow Palette. Paletkę kupiłam w poniedziałek, jednak dopiero dzisiaj udało mi się znaleźć chwilę, żeby zanurzyć w niej moje pędzle :) Oczywiście najpierw zaczniemy od szybkiej recenzji, a potem makijaaaż <3


Tak paletka wygląda z zewnątrz. Przezroczyste wieczko z nazwą palety i logo firmy, przez które doskonale widać te piękne, soczyste kolory z uroczymi wytłoczeniami. Z tyłu mamy standardowo datę przydatności do "spożycia" ;), gramaturę netto 6g (nie wiem czy jednego cienia czy wszystkich razem?), oczywiście made in PRC (wielka szkoda!) oraz bardzo ciekawą informację od Lovely:

"Paleta cieni do powiek o aromacie owocowym w ciepłych barwach inspirowanych kolorami brzoskwini. Wyjątkowa formuła umożliwia komfortową aplikację i blendowanie kolorów na powiece. UWAGA: cienie intensywnie napigmentowane!"



W środku paletka prezentuje się całkiem przyzwoicie. Do cieni dołączona jest pacynka, niestety nie mam jej na zdjęciach. Zwyczajnie o niej zapomniałam, bo od razu ją wyjęłam po otwarciu palety. ALE! Gdzieś u kogoś usłyszałam, że ta pacynka jest kiepskiej jakości i nikt już ich nie używa. Oh well, nie zgodzę się! Bardzo przyjemnie nakłada się pacynkami perłowe/świecące cienie o kremowej konsystencji (nie w kremie!) czy pigmenty. Plus pacynka wcale nie jest kiepska. Jakościowo porównałabym ją do pacynek, które są dołączane do paletek od Sleek. Także no, proszę nie obrażać pacynek! ;) Same cienie ułożone od najjaśniejszego koloru do najciemniejszego, w połowie umieszczone dwa świecące cienie. Przeważają maty - na 7 cieni mamy aż 5 matowych, co uważam za świetną opcję, bo o wiele łatwiej wykonać cały makijaż samymi matami niż cieniami połyskującymi. Na każdym jest urocze wytłoczenie dwóch brzoskwinek. Sama paleta... PACHNIE BRZOSKWINIĄ <3 Taka mała głupotka, która sprawia, że jaram się paletką jeszcze bardziej :)


Co z pigmentacją? Słuchajcie... To jest coś niesamowitego... Znacie produkty drogeryjne, wiecie że nie można się po nich spodziewać cudów. Takie też było moje podejście. Jak przeczytałam informację z tyłu, wybuchnęłam śmiechem. Lovely i intensywna pigmentacja? Nie ma mowy!

Szanowne Lovely, pragnę z całego serca Cię przeprosić, że w Ciebie zwątpiłam. Ta paleta to jest coś niesamowitego. Pigment jest obłędny, nakładam cień pomarańczowy, mam na powiece dokładnie taki sam pomarańczowy, jak w palecie. Chcę przyciemnić załamanie, to je przyciemniam. Żaden cień nie zmienia swojego koloru, nie blaknie, nie tworzą się dziury. Możemy siedzieć i blendować, i blendować, i blendować, a dziury nie zrobimy, tylko ładnie przydymimy oko. Cudownie się nakładają, nie trzeba wcale ryć pędzlem w palecie, żeby cokolwiek nałożyć na pędzel - wystarczy delikatne pacnięcie w cień. Nie sądziłam, że praca z tymi cieniami będzie tak przyjemna <3

W makijażu postarałam się użyć jak najwięcej cieni. Ten najjaśniejszy cień jest po prostu cielisty, więc musiałam delikatnie rozjaśnić łuk brwiowy najjaśniejszym cieniem od Zoeva z paletki Smoky. Brakowało mi delikatnego błysku, więc w wewnętrzny kącik i pod łuk brwiowy nałożylam rozświetlacz od Wibo Selfie Project w kolorze gold. Finalnie w makijażu użyłam absolutnie wszystkich kolorów.












Podsumowując: jeśli macie ochotę na tę paletkę, śmiało Wam polecam! Za 20zł dostajemy 7 naprawdę dobrej jakości cieni <3

xoxo


środa, 15 listopada 2017

Niebiesko-bordowe halo - inspiracja

Witajcie Kochani!

Na wstępie chciałabym podziękować wszystkim przeglądającym bloga - mimo, że jesteście "cicho" (nie wszyscy - Loonia, dla Ciebie specjalne podziękowania :* jesteś ze mną naprawdę długo <3), ja Was widzę. Cieszę się niezmiernie, że pomimo mojego blogowego kryzysu, nadal ktoś czekał na post, a może trafił przypadkiem? Spodziewałam się martwej ciszy, a tu naprawdę miłe zaskoczenie! Hej, jednak blogosfera nie została pożarta przez YouTube! :D

Dzisiaj przychodzę do Was z makijażem zainspirowanym cudowną wizażystką Martyną Molendą. Inspirowałam się makijażem z poniższego filmiku:



Uwielbiam Martynę, jest niesamowicie utalentowaną, przepiękną kobietą., a jej prace zapierają mi dech w piersi. Marzę, by dorównać jej kiedyś poziomem :)

Zaczęłam od zrobienia brwi moim ostatnio ukochanym kremowym cieniem od Avon mark. w odcieniu deep brown (zrobię osobny post o brwiach, bo trochę się pozmieniało). Na całą powiekę nałożyłam cień w kremie Maybelline Color Tattoo 24HR w odcieniu 93 Creme de Nude. Rewelacyjnie sprawdza się jako baza pod cienie, ładnie zastyga, robi się delikatnie pudrowy i trzyma cienie cały dzień, tak naprawdę do demakijażu wszystko zostaje w nienaruszonym stanie, nic się nie roluje, bajka! Jako cień przejściowy na załamanie powieki puchatym pędzlem roztarłam cień z Glamshopu o nazwie budyniowy. Następnie wzmocniłam załamanie cieniem winny!!! (również z Glamshopu), nanosząc go również w wewnętrzny i zewnętrzny kącik, tworząc bazę mojego halo. Czegoś mi brakowało przy roztartym winnym!!! i budyniowym, wobec czego wybrałam jaśniejszy brudny róż z paletki Zoevy Smoky i naniosłam go między wyżej wymienione cienie. Oba kąciki wzmocniłam cieniem coca cola (również Glamshop). Na środek powieki powędrował cień brązowy opalizujący na niebiesko-zielony... Ciężko jest mi określić ten cień. Sądzę, że podobny cień będzie miała Nabla o nazwie Alchemy. W każdym razie ten cień, który użyłam, jest z palety Wet'n'Wild z palety Comfort Zone. Jako, że bardzo spodobała mi się kreska akcentująca załamanie powieki w makijażu Martyny, chciałam zrobić coś podobnego i tu miałam lekki problem. Użyłam błękitnego cienia z paletki Sleek Ultra Mattes V1. Próbowałam na sucho, ale nie dało rady, czego przyznam szczerze się spodziewałam. Próbowałam zwilżyć pędzel - a skąd! Spróbowałam coś zdziałać z duraline - ni hu hu. Zrezygnowana wzięłam beżową kredkę od Lovely i nią narysowałam kreskę. Dopiero na tą bazę naniosłam błękitny cień. Kreska miała być chudsza, niestety nie wyszło. Na dolną powiekę naniosłam najpierw kolor budyniowy, następnie winny!!! i delikatnie smyrnęłam cieniem coca cola, ale wydaje mi się, że ten kolor w żaden znaczący sposób nie wpłynął na makijaż dolnej powieki. Na jej środek naniosłam cień z Wet'n'Wild, a w wewnętrznym kąciku aplikowałam cień z Inglota o numerze 117 (właśnie przed chwilą, chcąc sprawdzić numer, dziabnęłam w cień paznokciem - brawo ja, to chyba znak, że czas najwyższy kupić paletę magnetyczną i przełożyć cienie Inglota, bo ich palety są tragiczne, kiedy chce się sprawdzić numer, wrr!). Na linię wodną powędrowała bordowa kredka od Lovely w numerze 36 (nie wiem czy jest jeszcze dostępna), a na łuk brwiowy cień białe złoto z Glamshopu. Przykleiłam sztuczne chińskie rzęsy, wytuszowałam delikatnie górne i mocniej dolne swoją ukochaną mascarą od Max Factor 2000 calorie (czarne opakowanie, złote napisy). Nadal mam problem z sztucznymi rzęsami, chyba nigdy się nie nauczę ich aplikować...













Wrzucam wszystkie 12 zdjęć, a co! Nie obrobione, tylko wykadrowane. Na koniec postu dodam lekko podrasowany instagramowymi filtrami kolaż :)

Pisząc tego posta, byłam świeżo po dodaniu kolażu na Instagram. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało <3


Jestem tak podekscytowana, że nawet sobie nie wyobrażacie! <3

Dajcie znać czy podoba Wam się makijaż :) Mi trochę powiało zimą :)

xoxo



środa, 8 listopada 2017

SELFIE Loose Shimmer - kolorowe rozświetlacze od Wibo

Witajcie Kochani :*

Dzisiaj przychodzę z mini recenzją rozświetlaczy od Wibo. Temat jak najbardziej aktualny, gdyż te produkty pojawiły się w Rossmannach mniej więcej w połowie października. Jeśli nadal zastanawiasz się czy ten rozświetlacz jest dla Ciebie, zapraszam do przeczytania postu!


Od jakiegoś czasu zapanował szał na kolorowe rozświetlacze. Zaczęliśmy od palety Anastasia Beverly Hills, następnie przyszedł czas na Kat Von D, która od jakiegoś czasu jest dostępna w sieciach drogerii Sephora, potem Wibo nieśmiało wypuściło limitowaną wakacyjną paletę kolorowych rozświetlaczy. Próbowałam ją dorwać przez bite dwa miesiące, jednak miałam ogromnego pecha i wszędzie była wykupiona. Łatwo można wywnioskować, że po zapowiedziach tychże trzech gagatków, oczy zaświeciły mi się niczym "długie" światła w aucie. Zapragnęłam ich całym sercem. Czy warto?


Rozświetlacze są umieszczone w malutkich słoiczkach. Po odkręceniu wieczka mamy dodatkową plastikową osłonkę, którą przekręcamy w celu odsłonięcia oczek. Delikatnie uderzamy o wieczko, aby wydobyć produkt. Proste jak konstrukcja cepa ;) Na opakowaniu nie znalazłam gramatury, jednak na stronie Rossmanna mamy podaną wagę 2g. Data przydatności do użycia produktu wynosi 12 miesięcy od otwarcia. Jeśli chodzi o skład, prezentuje się on następująco: Talc, Mica, Magnesium Stearate, Dimethicone, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, Hydrolyzed Collagen, Hydrolyzed Silk, Maltodextrin, Tin Oxide, [+/-]: CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 15880, CI 73360, CI 74160.



Rozświetlacze występują w trzech kolorach: gold, pink i violet. Powyżej swatche :) Zanim przejdę do odpowiedzi na pytanie "czy warto?", przeczytajmy jeszcze, co też ciekawego pisze na ich temat producent:
"Rozświetlacz do twarzy dostępny w 3 kolorach.Nadaje skórze piękny efekt rozświetlenia. Dzięki niemu cera wygląda promieniście i witalnie. Idealnie sprawdza się do podkreślenia kości policzkowych, grzbietu nosa czy łuku kupidyna. Nie może go zabraknąc w makijażu techniką strobing."

Jeśli jesteś makijażową sroką, kochasz rozświetlacze w każdej postaci i nie boisz się widocznego blasku, te rozświetlacze prawdopodobnie przypadną Ci do gustu. Jednak jeśli wolisz kontrolowany błysk czy efekt tafli, na pewno nie sprawdzą się u Ciebie w roli rozświetlacza. Prędzej jako cień do powiek lub akcent w wewnętrznym kąciku. Te produkty mają w sobie potężne brokatowe drobiny i nie da ich się subtelnie nałożyć na skórę. Zapomnijcie o utworzeniu efektu tafli. To jest naprawdę konkretny błysk. Kolor niestety na skórze zanika, jest ledwo zauważalny. Coś tam widać, ale nie jest to typowy instagaramowy kolorowy rozświetlacz. Odnosząc się do słów producenta (tak, specjalnie je przytoczyłam, bo parsknęłam lekko śmiechem): kości policzkowe jak najbardziej, ale tylko one. No, chyba że lubicie brokatowy nos :o) Łuk kupidyna... Hm, tutaj ja bym stawiała na delikatniejszy rozświetlacz. Ten brokat ma tendencje do fruwania po całej twarzy, więc ja bym nie ryzykowała. A więc podsumowując: kości policzkowe i oczy tak, na reszcie twarzy może lepiej użyć czegoś innego ;)

Czy żałuję? Zdecydowanie nie :) Moja miłość do rozświetlaczy rozkwitła, aktualnie mam około trzynaście rozświetlaczy i ciągle mi mało. Nie jest to kosmetyk, o którym myśląc czułabym podekscytowanie, ale jest najogólniej mówiąc spoko :)

xoxo

wtorek, 7 listopada 2017

9 miesięcy później...

...odzywam się ja! Tak, wiem, tytuł tekstu to typowy clickbait - musicie mi to wybaczyć ;* Co się działo, co się zmieniło przez ten "ciążowy" czas?

Zdałam kwalifikację A.61 - mogę wykonywać zabiegi na twarz, szyję i dekolt. Nie czuję się co prawda na siłach, aby samodzielnie rozpocząć jakąkolwiek działalność w tym kierunku. Wiadomo, brakuje mi praktyki. Pożyjemy, zobaczymy. Na razie moje zajaranie kosmetyczną przyszłością trochę uległo przygaszeniu.

Dostałam się na studia magisterskie. Dokładniej na kierunek Zarządzanie, ze specjalnością zarządzanie w biznesie. Brakowało mi wyższego poziomu nauki, takiego wstępu do dorosłości.

Kupiliśmy mieszkanie. Nie za duże, bo niecałe 33m. Ciasne, ale własne ;)

Zdecydowałam się reaktywować bloga. Trochę się zagubiłam w natłoku życia, zatarł się trochę kontent. Obserwuję dziwne zjawisko na youtube, przede wszystkim na kanałach zagranicznych. Mianowicie obdzieranie się z wszelkiej prywatności, zaśmiecanie kanału, gonienie za followersami. Był sobie fajny kanał, z konkretną tematyką, a tu nagle zrobiło się, nie wiem, nudno? Więc zaczęły się pojawiać filmy-śmieci typu challenge, gramwgre, OMG MUSISZ TO ZOBACZYĆ i inne tego typu rzeczy. Nie chcę podobnej sytuacji u siebie. Musicie mi dać jeszcze trochę czasu na ogarnięcie treści, które już się tu pojawiły, na nakreślenie konkretnych rzeczy, które chcę tu zamieszczać, wiecie... Muszę opracować plan.

Chciałam dać znać, że żyję. Nie zapomniałam, cały czas myślę o swoim smutnym mikro blogasku, tylko czasu brak. Dwie szkoły, praca na cały etat. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to na moje własne życzenie - dlatego też muszę spiąć swoje cztery litery ;)

xoxo

wtorek, 25 kwietnia 2017

Moje ukochane perfumy, czyli PLAYBOY, Play It Lovely

Witajcie Kochani po przerwie :) Co się u mnie działo napiszę za jakiś czas, a tymczasem lekki i przyjemny post na dobry początek :)

Zapachy PLAYBOY z serii Play It Lovely mamy w różnych wariantach. Perfumy z prawdziwego zdarzenia, woda toaletowa łamane przez dezodorant (według tego, co jest napisane na opakowaniu) oraz mgiełka do ciała. Z perfumami miałam styczność po raz pierwszy jakieś... 9 lat temu? Tak mi się wydaje ;) Od pierwszego "wąchnięcia" zakochałam się w nich bez pamięci!

Woda toaletowa była tańszym (aczkolwiek wcale nie gorszym!) zamiennikiem perfum. Wiadomo, gimnazjalny i licealny budżet nie pozwalał mi na zakup perfum za 60zł. Dobrym wyjściem była właśnie taka forma zapachu :)

Z mgiełką styczności nie miałam. Żadną. Nawet kultowymi mgiełkami z Avon, których to pół opakowania na siebie wylewały w szkole koleżanki. Ta forma jakoś mi nie leży.

Niestety o tych perfumach zapomniałam, starając się nie kłamać, na okres całych studiów. Po nich dostałam przepiękne czarne perfumy od Lady Gagi, a na co dzień służyły mi tańsze "siki", jedne gorsze, drugie lepsze :D

Uwielbiam zapachy ciężkie, wyraziste, lekko słodkawe, subtelnie kwiatowe. Lubię czuć swój zapach cały czas, toteż perfumy noszę ze sobą zawsze w torebce.

Przy okazji wczorajszych zakupów w Rossmannie przypomniało mi się, że moje dotychczasowe perfumy już pod żadnym kątem nie wydobywają z siebie zapachu. Poszłam w stronę regału z nadzieją w sercu, że może oto magicznie trafi się jakaś fajna promocja.

Dupa.

Promocja była, a i owszem, ale na moje drugie ulubione perfumy z Adidasa (różowe, dla mnie idealne na dzień na lato). Skoro promocja, to półka była pusta, a po moim różowym przyjacielu nawet woń nie została. Już miałam dać sobie spokój, bo przecież znalazłam całkiem spoko zapach za całe 20zł w Kauflandzie, ale... Oto moim oczom ukazał się ten niepozorny, trochę tandetny króliczek z kokardką, którego tak dobrze wspominałam z czasów, gdy mając 10zł w portfelu szalało się z zakupami w sklepiku szkolnym. Cena: 41zł z groszami, bo promocja. Po zajrzeniu do portfela i litościwego spojrzenia na zawartość rossmannowskiego koszyka, z bólem serca powiedziałam "NOPE". Dla pocieszenia złapałam tą wodę toaletową za całe 19,99zł, zdając sobie sprawę, że te siuśki wystarczą na niecały miesiąc, jednocześnie nie będąc tak intensywne. I wiecie co? No pomyliłam się ;)

Zapach jest intensywny, długo się utrzymuje, cały czas go czuję i nie muszę już co 5 minut wylewać na siebie połowy flakonu.

Playboy, stęskniłam się za Tobą! <3



Nuta głowy: cytryna, jeżyna, gruszka
Nuta serca: orchidea, dzwonek, tuberoza
Nuta bazy: ambra, paczula, bób tonka

A Wy? Macie jakiś niskopółkowych ulubieńców jeśli chodzi o zapachy? ;)

xoxo

środa, 22 lutego 2017

Na trochę znikam...

Witajcie Kochani :*

Jak w tytule - na trochę muszę zniknąć niestety. Mam parę rzeczy do ogarnięcia i niestety nie dam rady tutaj nic publikować. Powinnam co prawda wrzucić ten post na początku lutego, ale, jak mówiłam, swój czas zmuszona jestem poświęcać na zgoła inne rzeczy :)

Odezwę się, jak tylko będę mogła :)

Trzymajcie się cieplutko, buziaki! xoxo

sobota, 4 lutego 2017

Fioletowy cutcrease

Witajcie Kochani :* Dzisiaj przychodzę do Was z propozycją makijażu typu cutcrease w odcieniach fioletu. Bardzo lubię tego typu makijaże, chociaż sporo z nimi roboty :P















A Wy co sądzicie o tego typu makijażach? Mi się bardzo podobają, chociaż osobiście rezerwuję je tylko na wielkie wyjścia ;)

xoxo