niedziela, 6 listopada 2016

Dużo nowości, czyli "haulowy" ~Miesięcznik Październikowy~

Mamy 6 listopada, pora więc na podsumowanie października :) Tego miesiąca (mam przynajmniej taką nadzieję) w miarę wyrobiłam sobie racjonalność gospodarowania pieniędzmi, toteż mogłam sobie pozwolić na wiele dobroci kosmetycznych <3 Będę się starała dodać recenzje co niektórych rzeczy, jednak zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. Dni niestety coraz krótsze, a że lampy pierścieniowej brak, muszę polegać tylko na świetle dziennym. Chciejlistę jak na razie zawieszam, bowiem mam sporo nowych rzeczy, którymi muszę się w pełni nacieszyć, i dużo innych wydatków związanych z bardziej przyziemnymi sprawami.


O Rossmannie się rozpisywać nie będę, bo wszystko, co chciałam powiedzieć, napisałam w poprzednim poście ;) Bida jednym słowem :P


W październiku udało mi się wygrać w konkursie u nataliebeautyyy malinową piankę do mycia dłoni :) Strasznie się ucieszyłam tą wygraną, ponieważ nic nigdy jeszcze w życiu nie wygrałam :P


Namiętnie używam czereśniowego Kallosa do włosów - w tak dobrym stanie nie były chyba nigdy (nie licząc fryzjera, no ale mamy tu na myśli domową pielęgnację ;).


Kolejny odgrzewany kotlet, a więc czekolada od Too Faced, którą kocham miłością szczerą i bezgraniczną <3


A tutaj matowa czerwono-pomarańczowa pomadka od KOBO. Moja mama jest zakochana w tym kolorze, więc jej ją oddałam :) Kosztowała mnie całe 5zł w Naturze :P


3 lakiery, które ostatnio kupiłam. Na tą "pokruszoną muszelkę" polowałam już jakiś czas - podobną ma w swoim asortymencie Sally Hansen. Skoro już przy SH jesteśmy, Kupiłam złotą wersję lakieru, który miał dawać efekt chromu, lub jak kto woli efekt lustra. Nie wiem na ile ciężkie jest stworzenie takiego lakieru, ale Wibo coś nie wyszło. SH ma również coś takiego w swoim asortymencie, niestety nie jestem pewna czy została ta seria wypuszczona na polski rynek. Wibo chciało chyba wyjść naprzeciw, ale koncepcja swoje, a rzeczywistość swoje. Nie zrozumcie mnie źle, lubię ten lakier. Do tej pory jedynym złotym kolorem jaki miałyśmy do dyspozycji, był złoty brokat. To jednak jest po prostu złoty lakier, dający ładny efekt na paznokciach, jednak nie taki, jakiego byśmy oczekiwały. Aha, widać WSZYSTKIE, absolutnie wszystkie nierówności płytki paznokcia. Jeśli chodzi o nudziaczka, to prezentuje się on tak:


Bardzo przyjemny :)


Jako wielka maniaczka matowych ust, udałam się do wyspy Golden Rose i zakupiłam 3 konturówki w przepięknych kolorach: brąz, fiolet i czerwona pomarańcza. Tak, czasem nakładam tylko konturówkę na usta. Aby się przyjemniej malowało, wcześniej na usta nakładam balsam. Po wypełnieniu kolorem, przypudrowuję usta przez chusteczkę. Nie jest to co prawda trwałość od poranka do poranka, ale mi wystarcza :)


No i żeby tradycji stało się zadość - udało mi się dorwać nowość od Lovely. Jest to matowa pomadka w zestawie z konturówką. Mój kolor to Sweety :) Jak na razie miałam ten zestaw tylko raz na ustach, więc nic więcej Wam nie powiem. Postaram się o osobną recenzję :)


No i nie mogło zabraknąć tego oto mojego małego cudeńka. Zakup tej paletki był totalnym spontanem. Jedyny powód, dla którego ją kupiłam znajduje się w prawym dolnym rogu paletki - przepiękny rudy brąz opalizujący na niebiesko <3 Mamo, ile ja się takiego odcienia naszukałam... Więcej też o niej nie powiem, bo tu akurat na 100% zrobię recenzję! ;)

W tym miesiącu po raz pierwszy w życiu zrobiłam sobie hennę na brwiach. Nie ma raczej sensu robienie o tym osobnego postu, zwłaszcza że nie mam zdjęć "przed". Powiem tak: Rano ograniczam swój makijaż do minimum, a więc kreska, wytuszowane rzęsy i jeśli moja cera przechodzi kryzys, nakładam podkład, który gruntuję pudrem. Jako, że nie miałam nigdy henny, a moje brwi muszą być okiełznane poprzez regulację i podcinanie, wyglądam jakbym nie miała ich wcale. Dzięki ich ufarbowaniu, nie muszę poświęcać dodatkowych 5 minut na ich malowanie, a wszyscy wiedzą, że 5 minut rano jest baaardzo cenne ;)

Zrobiłam ostatnio zamówienie na alledrogeria.pl, w którym to właśnie znalazła się czarna i brązowa henna. Dodatkowo wrzuciłam do koszyka dwie pary sztucznych rzęs i malutki pędzel do blendowania (których niestety nie miałam okazji jeszcze przetestować).

Oczywiście październik przebimbałam z licencjatem. Padła mi klawiatura w moim laptopie i musiałam pożyczyć laptop od B. Mimo, że mam już go od dłuższego czasu, nie mogę się zmotywować do napisania końcowych rozdziałów i wprowadzenia koniecznych "kosmetycznych" poprawek. Zaczęły mi się już zaliczenia w szkole kosmetycznej i szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak to pogodzić z obroną. Cóż, trzeba spiąć poślady :P

O ile wrzesień zleciał mi nie wiem nawet kiedy, o tyle październik był miesiącem lenia :P Przez cały czas chodziłam niewyspana i zmęczona... Rozpoczęliśmy jednak nowy miesiąc i mam nadzieję, że będzie lepszy :)

1 komentarz:

  1. Ładne zakupy ! Opalizująca paletka szczególnie mi się podoba. Kiedyś w takich tanich kioskowych cieniach znalazłam rudy kremowej konsystencji z malachitowym połyskiem . Cudo ..

    OdpowiedzUsuń