piątek, 14 października 2016

Zapachowa pielęgnacja, czyli Kallos i Palmolive

Laptop jest na wykończeniu, więc wspieram się klawiaturą ekranową xD Jako, że mamy już 99 post, a na 100 planuję wrzucić (tak myślę) fajną i przydatną recenzję, dzisiaj niestety post z serii "zapchaj-dziura". Nie chcę przestoju na blogu, bo za dużo już takowych było :)

Zacznę od pianki do mycia dłoni od Palmolive, którą to wygrałam w konkursie u natalieeebeautyyy <3



Pianka zamknięta jest w dość finezyjnej plastikowej buteleczce z nieklasycznym atomizerem. Nieklasycznym, bo wytwarza coś, co kocham najbardziej - piankę! <3 Pianka jak to pianka - delikatna, puszysta, "topi się" przy pocieraniu dłoni o dłoń. Nie zauważyłam nadmiernego przesuszenia dłoni, jak to się czasami zdarza. Mycie nią jest bardzo przyjemne, a ten zapach... Cudo! Nie jest to chemiczna, słodka malina, tylko taka prawdziwa z lekką kwasowością - marzenie! Za około 18zł dostajemy 250ml mydełka. Trochę drogo, plus jest jednak taki, że po zużyciu produktu możemy wlać do tej buteleczki rozwodnione mydło i nadal cieszyć się z formy piany :D
Dodatkowo dostałam też rabat na zakup drugiej pianki, ale niestety paczka przyszła do mnie tuż po upływie terminu korzystania z rabatu, więc czapa :P




Drugim tytułowym gagatkiem jest czereśniowa maska od Kallosa. Co tam nam o niej mówi producent? Kondycjonująca maska do włosów z olejem z pestek czereśni. Maska w kremie o delikatnej teksturze do mocno zniszczonych włosów. Aktywne składniki oleju z pestek czereśni, bogatego w witaminy A-, B1-, B2-, B6-, C oraz w minerały jak fosfor, wapń, potas i wysokiej koncentracji żelazo, natychmiast nawilżają suche i łamiące się włókna włosów. Po zastosowaniu włosy stają się łatwe w obsłudze, odżywione, lśniące i aksamitnie miękkie. Stosowanie: Stosujemy po umyciu, na wysuszonych ręcznikiem włosach. Po upływie 5 minut działania, spłukać.

Zacznę od tego, że proponowany przez producenta sposób używania tej maski u mnie kompletnie się nie sprawdza. Moje włosy przy skórze głowy bardzo szybko się przetłuszczają, wobec czego najbardziej odpowiednią metodą jest para-OMO. Na początek nakładam maskę, przytrzymuję ją na czas trwania całego prysznica (a więc około 10-15 minut), myję szamponem (ulubiony ostatnio Babydream) i nakładam olejek od Marion, najwięcej produktu koncentrując na końcówkach, stopniowo cieniutką warstwą rozprowadzając na resztę długości włosów. Ta maska sprawdza się u mnie rewelacyjnie przy tym sposobie pielęgnacji. Nie obciąża włosów, nie przyczynia się do szybszego przetłuszczania skóry głowy, włosy są wygładzone, odżywione, sypkie, śliskie - zdecydowanie widocznie piękniejsze. Konsystencja właściwa dla Kallosowych odżywek - nie za rzadka, nie za gęsta :) No i ten zapach - ja się w nim zakochałam, chociaż dla niektórych może się wydawać zbyt chemiczny. Mi jak najbardziej odpowiada <3 Za wielki, litrowy kubeł zapłaciłam (a raczej przepłaciłam, bo sa taniej) 12,90zł. Jak zapewne wiecie, te maski wystarczają na naprawdę dłuuugo :)

8 komentarzy:

  1. Moje włosy nie do końca lubią Kallosy. Może jednak spróbuję Twojego sposobu i użyję je do metody omo :) Jestem też bardzo ciekawa zapachu pianki do mycia. Musi pachnieć obłędnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym tylko mogła zrobić "zdjęcie" temu zapachowi <3 jest obłędny! :)
    U mnie klasyczne metody OMO czy OM się w ogóle nie sprawdziły, musiałam trochę pokombinować z produktami i sposobem nakładania - jak na razie jestem zadowolona z efektów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe produkty :) Dodałam do obserwowanych! melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię produkty do włosów od Kallosa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam to MYDŁO z PALMOLIVE - tyle,że o zapachu LIMONKI :)

    OdpowiedzUsuń