poniedziałek, 24 października 2016

Recenzja Palety Too Faced Chocolate Bar, czyli *100 post*

Przygotowywałam się do tego postu naprawdę długo, bo chciałam go porządnie napisać. Pogoda niestety mi nie sprzyja. Nic dziwnego - ciężkie listopadowe, szarobure niebo bez kawałeczka słońca skutecznie "rozprasza" mój aparat. Chciałam też konkretnie przetestować paletkę, aby zwyczajnie nie ściemniać. Paleta jest jedną z droższych, w związku z czym jej zakup powinien być przemyślany. Mam nadzieję, że pomogę w podjęciu tej decyzji. Zapraszam :)


Co tam o palecie mówi nam producent?

"Ulegnij pokusie! Zainspirowana Chocolate Soleil Bronzer, jednym z naszych kultowych produktów wzbogaconym proszkiem kakao, ta kolekcja cieni do powiek nadaje się do każdej karnacji. Dekadencja w stanie czystym! Niezwykła gama cieni do powiek, wysublimowanych, nasyconych pigmentami, dających niespotykany efekt. Zawartość palety: 16 pięknych matowych i opalizujących, długotrwałych kolorów; Instrukcję wykonania krok po kroku 3 looków. Zaspokój swój apetyt na czekoladę 16 kolorami cieni do powiek, które zawierają prawdziwe kakao w proszku, bogate w przeciwutleniacze. Matowe i opalizujące, paleta naturalnych brązów i delikatnych różów oraz wyrafinowane odcienie śliwkowe."





Tak oto prezentuje się paleta z zewnątrz. Zamknięta w kartonowym pudełeczku o pięknej, przesłodkiej szacie graficznej. Mi kojarzy się z opakowaniem bombonierki :) Z tyłu opakowania mamy grafikę przedstawiającą pokruszone cienie wraz z nazwami oraz krótką adnotację opisującą paletę. Na dole kartonowego opakowania widnieje skład oraz data przydatności w postaci symbolu otwartego kremiku z liczbą 12 miesięcy.




W środku pudełka dostajemy karteczkę z prezentacją trzech przykładowych makijaży, które można wykonać za pomocą tejże palety - na odwrocie znajduje się instrukcja "krok po kroku". Taki zestaw mini-tutoriali to duży plus. Bardzo fajny pomysł dla osób, które niekoniecznie swobodnie obracają się w tematyce wizażu. Nie oszukujmy się - każda z nas chciałaby czasem, na specjalne okazje, bardziej upiększyć swoje oko za pomocą czegoś więcej niż tylko jednego cienia na powiece ruchomej. Przejdźmy do tego, co nas najbardziej interesuje, a więc paletki. Opakowanie jest przepiękne. Ciężka, metalowa, zamykana na magnes, solidnie wykonana paleta jest w kształcie tabliczki czekolady. Na wierzchu ma wytłoczoną nazwę - Chocolate Bar. Po jej otwarciu uderza nas w nosek przepiękny czekoladowy zapach dzięki zawartemu w cieniach proszku kakao. Spróbowałam - są słodkie ;) Na wieczku mamy dość spore lusterko, zabezpieczone dodatkowo folią. Jakbyśmy zdążyły już zapomnieć, czego używamy, mamy też gigantyczny napis "Chocolate Bar" ;) W paletce mamy 16 cieni, w tym dwa są dwa razy większe od podstawowych. Duży plus, ponieważ tych odcieni używamy najczęściej. Każdy cień ma swoją nazwę, która umieszczona jest nad poszczególnymi "kawałkami czekoladki". Mamy tutaj, idąc od lewej do prawej:
Gilded Ganache - oliwkowa perła
White Chocolate - rozbielony beżowy mat
Milk Chocolate - ciepły matowy brąz. Kojarzy mi się z czekoladą Milką ;)
Black Forrest Truffle - perłowa hybryda fioletu i bordo
Triple Fudge - chłodny, bardzo ciemny, wręcz czarny matowy brąz
Salted Caramel - taki mleczny karmelek :) matowy
Marzipan - cień, który skradł moje serce i dzięki niemu kupiłam  tę paletę. Jest to zdecydowana perła w kolorze brzoskwiniowo-różowym. Taki troszkę rose gold.
Semi-Sweet - ciepły matowy brąz, do zaznaczenia załamania powieki jak znalazł
Strawberry Bon Bon - prosiaczkowy różowy mat
Candied Violet - cień, który na wszystkich zdjęciach wygląda po pierwsze brzydko, po drugie jak niebieski. Jest to tak naprawdę przepiękna fioletowa perła z tonami różu
Amaretto - bordowo-brązowa perła
Hazelnut - mam wrażenie, że jest to perłowy odpowiednik Milk Chocolate, ciepły brązik :)
Creme Brulee - złota perła
Haute Chocolate - ciemna brązowa perła, raczej chłodna
Cherry Cordial - matowe bordo z niewielkimi drobinkami, jednak nie takie oczywiste. Ja dostrzegam w nim fioletowe i brązowe tony.
Champagne Truffle - rozświetlający jasny cień opalizujący na złoto. Świecidełko odpowiadające matowemu bratu White Chocolate :)

Tak oto prezentują się swatche na łapce:




Po opisie czas na podsumowanie tych cieni, czyli co, jak i z czym to się je ;) Jeśli chodzi o najjaśniejsze odcienie, a więc White Chocolate, Strawberry Bon Bon oraz Champagne Truffle to są to cienie, które nie dają super określonego, wyraźnego koloru. Cienie te przepięknie rozjaśniają powiekę, nie dając jednak konkretnie zdefiniowanej barwy (np Strawberry Bon Bon - niby jest na tej powiece jakiś odcień różu, ale nie jesteśmy w stanie ze 100% pewnością stwierdzić, że to akurat ten kolor). Nie wiem,czy taki miał być ich zamysł. Jeśli chodzi o matowe cienie, odwołam się tutaj do palet Zoevy. W ich przypadku miało się wrażenie, że zatapiamy pędzel w masełku. W palecie Too Faced mam jednak uczucie tępości i suchości, takiego kredowego "skrzypienia". Mimo to, cienie przyczepiają się do pędzla przyzwoicie - delikatne pacnięcie nanosi sporą ilość produktu. Przy nakładaniu perełek, troszeczkę się sypią w opakowaniu. Wiecie o co chodzi, zostają takie pojedyncze drobinki cienia na cieniu :) Jeśli chodzi o powiekę, nie zauważyłam nadmiernego osypywania. Na pewno nakładając maty z drobinkami, na powiece drobiny "giną" - nie ma co się zniechęcać, ponieważ w większości przypadków tak właśnie się dzieje. Cienie bardzo dobrze się ze sobą łączą i rozcierają. Pigmentacja jest bardzo dobra - niewielka ilość cienia wystarczy. Kolory można budować, co jest o tyle fajne, że nie zrobią nam się na powiece czy w załamaniu "dziury". Co do trwałości to zbytnio się wypowiedzieć nie mogę. Mam tendencję do "otłuszczenia" powieki, w związku z czym zawsze muszę używać bazy (ostatnio moja ulubiona od Artdeco). A na bazie, jak to na bazie - cienie pozostają w stanie nienaruszonym do demakijażu.
Obecna cena palety to 189zł, co daje nam około 12zł za jeden cień (189:16). Mniej niż za pojedynczy wkład w Inglocie. Uważam, że paleta, mimo wysokiej ceny, jest warta zakupu. Będzie dobrym wyborem zarówno dla osób początkujących, jak i profesjonalistów.
Miały być zdjęcia makijaży, niestety chyba przerzucę je na osobny post. Wracam późnym wieczorem do domu i nie mam kiedy ich uwiecznić ;)

2 komentarze: