czwartek, 5 maja 2016

Makijaż + Rossmannowskie promocyjne łupy

Miałam nie pisać tego posta, bo o tym, co warto kupić na promocji -49% blogosfera aż pęka w szwach. Jednakże cierpię ostatnio na brak czasu (licencjat zbliża się do mnie wielkimi krokami), a dodatkowo dotarła do mnie pewna smutna prawda, więc stwierdziłam, że może jest więcej osób takich, jak ja i podczas czytania pomyślą "wreszcie!". O co chodzi?

Tydzień pierwszy
Weszłam do Rossmanna, przyciągnęłam mamę ("super promo, mówię Ci!") i staram się dostać do szaf; "przepraszam, proszę, dziękuję", pełna kultura. Aż byłam zdziwiona. Gdzie te krwiożercze bestie walczące o każdy gram pudru? Swobodnie doszłam do szafy Rimmel, patrzę i oczom nie wierzę: TESTERY! W końcu bez cienia żalu mogłam pomacać to i owo. I tym sposobem wpadł do koszyka podkład Rimmel Wake Me Up. Ten zakup w żaden sposób nie był spowodowany myśleniem "promocja, aaaaa, kupię WSZYSTKO". Czaiłam się na niego, odkąd tylko pojawił się na rynku (z jakieś 5 lat będzie). Zniechęcały mnie jednak skutecznie skrajne recenzje, no i tak nam było jakoś nie po drodze. Aż do tamtego dnia, kiedy to w euforii spowodowanej pełnymi szafami, utrzymanymi w porządku i czystości, dużą ilością testerów i miłych klientek (a nie dziczy), wrzuciłam do koszyka odcień z numerkiem 103 True Ivory. W domu oczywiście złapałam się za głowę, bo jest dla mnie zdecydowanie za ciemny. Tym sposobem, kupiłam w kwietniu podkład na późne lato (zanim się opalę, żeby to było jakkolwiek widać, przywitam wrzesień).







Tydzień drugi
Byłam wtedy na uczelni i akurat miałam okienko między zajęciami. Rossmann na Lumumbowie otwierał się o 10, więc stwierdziłyśmy ze znajomą, że o 10.20 nikogo nie będzie. O naiwności! Dzikie tłumy przy szafach, kosmetyki zdezelowane, w opłakanym stanie, prawie wszystko wymacane, Colour Tattoo wszystkie pootwierane pomimo testerów... Zapomnij o jakiejkolwiek uprzejmości. Dzicz. Złapałam tylko to, co potrzebowałam, a więc dwa moje ulubione tusze od Lovely False Lashes i eyeliner wodoodporny z Wibo. Dodatkowo poza promocją kupiłam jeszcze matową czerwoną pomadkę (błyszczyk) od Lovely. Kosztuje coś około 10,30zł, więc nie widziałam za bardzo sensu w czekaniu specjalnie na promocję, a te pomadki w Rossmannach w mojej miejscowości są naprawdę ciężko dostępne.






Tydzień trzeci
Ostatni tydzień (jeszcze trwa!) Rossmannowskiego szaleństwa zakupowego. Patrząc na wcześniejsze tygodnie, postanowiłam, że na pomadkach to sobie dopiero poszaleję! Padło na Sukcesję. Mało ludzi - plus. Mnóstwo testerów (prawie wszystko miało swój tester) - meeega plus! Niestety osoby, które stały przy szafach, były chyba mocno niezdecydowane, bo nie dość, że stały przy jednej szafie dość długo, to dodatkowo stały w taki sposób, że nie sposób było podejść, a na jakiekolwiek "przepraszam" nie reagowały wcale (ignorujmy ją, może sobie pójdzie). Mój ostatni podbój Rossmanna okazał się totalnym niewypałem. Chodziłam od szafy do szafy, oglądałam różnorakie produkty do ust, lakiery do paznokci i klapa totalna. Nie chodzi tu bynajmniej o zaopatrzenie, bo półki aż pękały w szwach. W głowie miałam jakiś mglisty zarys tego, co bym chciała kupić i jakoś nic nie chciało się wpasować w ten twór. Złapałam więc dwa lakiery do paznokci (jasny i ciemny szary, bo akurat takich odcieni nie mam, a szary uwielbiam) i COŚ do ust od Wibo. Pomadka w grubej kredce o pięknym, głębokim, ciemnym kolorze z fioletowymi akcentami.












Dochodzę więc do tej okrutnej prawdy, która do mnie dotarła. Po pierwsze nie umiem już kupować kosmetyków "na pałę", a więc wrzucam, bo tanie i kiedyś pewnie wykorzystam. Wolę bardziej racjonalne zakupy. Nie lubię czegoś kupić, użyć dwa razy i zapomnieć na rok. Po drugie w Rossmannie rozglądam się za produktami, które znam i lubię/używam albo za takimi produktami, które są polecane przez duże grono osób, a nie jedną tylko youtuberkę. Chociaż z tym też tak do końca nie jest, bo podkładu od L'Oreal True Match serdecznie nienawidzę i dziwię się każdemu, kto go poleca. Po trzecie asortyment tej drogerii jest tak kiepski, jeśli chodzi o jakość produktów, że z zakupów tam chyba zrezygnuję, przynajmniej jeśli chodzi o kolorówkę. Dochodzę do wniosku, że z Rossmanna niestety WYROSŁAM. Dodatkowo dodam jeszcze, że dzięki drogeriom internetowym mam dostęp nie dość, że do marek, których normalnie stacjonarnie nie dostanę, to dodatkowo: często trafiają się fajne promocje; podkład Revlon mogę kupić za 28zł, a nie jak proponuje Rossmann za 70zł; produkty są zawsze w stanie NIEWYMACANYM, a więc nie istnieje ryzyko złapania jakiegoś parcha od drugiej osoby. Absolutnie nie demonizuję Rossmanna - robię tam zakupy, ale za kolorówkę podziękuję.

Tak, jak obiecałam, coś tam mi się udało nawet zmalować na tym moim nieszczęsnym lewym oku :) Różne "barwy" zdjęć niestety są winą tylko i wyłącznie aparatu w telefonie. Zero ingerencji w zdjęcia (pomijając kadrowanie).







To by było na tyle :) Ja tymczasem uciekam na rower, cieszyć się ładną pogodą :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz