poniedziałek, 30 maja 2016

Zakupy :)

Dzisiaj nie makijażowo, a zakupowo :) 

Zacznę od najważniejszej rzeczy, bo może ktoś właśnie to przeczyta i biegiem poleci kupić :) W Superpharm jest promocja na podkład Maybelline SuperStay24 - kosztuje on 27,99zł (cena regularna to około 42zł), także lećcie pędźcie po niego :)


To skoro jesteśmy przy kosmetykach, to pochwalę się, że i ja mam osławioną pomadkę z Golden Rose o numerku 05 - tylko ten jeden kolor wpadł mi w oko i nie rozumiem ogólnego zachwytu tym ostatnim kolorem (12?15?), który sprawia, że wyglądamy jak trup :P Na razie nie będę się o niej wypowiadać, bo jakieś dwie godziny temu ją dopiero kupiłam, pewnie doczeka się swojej osobnej recenzji :) Dwa ostatnie zdjęcia - aparat wyostrzył nie tam, gdzie trzeba :P







Nigdy w życiu nie miałam/nie używałam szamponu do mycia pędzli. Zobaczymy, jak się ten gagatek sprawdzi :)



Zobaczyłam całkiem tanie sztuczne rzęsy w Superpharm (10zł z groszami) i złapałam dwie pary :)


Dodatkowo skończyła mi się odżywka "do mycia", którą używam przy metodzie OMO (nie linczujcie, jeśli się średnio nadaje, aż tak się na tym nie znam, no i u mnie działa)


I bonus z Pepco :) Za wzorzaste leggingsy zapłaciłam po 9.99zł, a te zwykłe szare były za 19.99zł :) Trzy pary za 4 dychy, podczas gdy w tym wszystkich "hajemach" leggingsy są uznawane za portki do ćwiczeń tylko i wyłącznie, i jedna para kosztuje 4 dyszki. Ekhm...








Tak oto prezentują się moje dzisiejsze (!) łupy :) Nie mogę się doczekać, aż użyję rzęs :D

czwartek, 26 maja 2016

Evening date

Tak się fajnie składa, że dzisiaj jest dzień wolny od pracy (bardzo współczuję wszystkim, którzy jednak musieli do pracy iść!), więc mogłam chwilkę się poobijać i zrobić makijaż :) Niestety jeden z moich planów, którym się tak ekscytowałam, nie wypalił. Mianowicie miałam propozycję umalowania znajomej, jednak jej plany uległy zmianie i musiała zrezygnować. Takie już moje szczęście - nie pierwszy raz umawiam się ze znajomymi, że je umaluję, kupuję wszystkie potrzebne rzeczy (do dezynfekcji, szczoteczki jednorazowe itp), a tu kilka dni przed ustalonym terminem wszystko zostaje odwołane. Bardzo mi przykro :( Ale rozumiem, wszakże to nie jest ich widzimisię, tylko "siła wyższa".

Wracając do makijażu: dostałam w prezencie za zakupy na stoisku Inglota piękny cień do powiek z serii AMC Shine Freedom System o numerku 162. Jest to bardzo ciekawy kolor (niestety na zdjęciach tego nie będzie widać - bardziej przypomina perłowy pudrowy róż), ponieważ jest to mieszanina brudnej brzoskwini z brudnym różem i do tego wszystkiego mamy drobinki, dzięki którym nasze oko świeci jak miliony monet :D Nie mogłam się doczekać, aż go użyję - w głowie miałam od groma pomysłów! Dzisiaj jeden z nich zrealizowałam :) Makijaż prezentuje się następująco:












  


Enjoy :)

poniedziałek, 23 maja 2016

Klasyczny z odrobiną złota

Prawdopodobnie do września będzie mnie tu mało :( Wszystko wynika z tego, że właśnie wkraczam w okres sesji oraz jako, że jestem na 3 roku, licencjat zbliża się wielkimi krokami. Jestem tak zestresowana, że nie jestem zdolna do żadnego działania. Niestety tak u mnie działa stres - siedzę bezczynnie, pełna czarnych myśli i nie jestem w stanie wziąć się do roboty.
Ostatnio przyszło do mnie trochę dobroci, więc postaram się, aby zbyt dużego przestoju nie było. Dodatkowo w tym tygodniu, jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, szykuje się świetna sprawa, która będzie krokiem do przodu w kwestii zawodu wizażysty. Jak na razie pozostaje mi w wolnych chwilach ćwiczyć i ćwiczyć. Ponadto we wrześniu możliwe, że będę się dalej uczyć, z tym, że już na kierunku, w którym się bardziej odnajdę :)
Dzisiaj natomiast przychodzę z klasycznym makijażem, wzbogaconym o delikatny złoty akcent. Na pewno będę ćwiczyć z tą złotą kreską, bo jest to coś, co mi się nieziemsko podoba i dodaje fajnego "tego czegoś" w makijażu :) Dodatkowo jestem w fazie dopracowywania brwi, stąd przy wygięciu nieujarzmione maleństwa :) Koniec ględzenia, czas na zdjęcia :)











Enjoy :)


środa, 18 maja 2016

Na górze fiołki, na dole róże...

Chwilowy zastój na blogu spowodowany był natłokiem zajęć na uczelni - wchodzę niestety w czas zaliczeń, egzaminów, a więc sesji i licencjatu. Do tego jeszcze dochodzi praca, więc czasu mam naprawdę niewiele. Wczoraj udało mi się jednak wygospodarować trochę wolnego i przychodzę z makijażem.
W załamaniu zamiast brązu mogłam dać ciemny fiolet, aczkolwiek w głowie miałam zarys tego, co bym chciała zmalować, a w efekcie wyszło co innego. Niestety standardowo upaćkałam sobie powiekę tuszem do rzęs. Nie umiem (jeszcze!) jakoś rewelacyjnie manewrować na lewym oku mascarą. No i koniecznie muszę zakupić kilka par sztucznych rzęs, naturalnych i niecodziennych :) Ponadto trochę przegięłam z intensywnością brwi i przekłamałam ich dolną granice, czego efektem jest niezbyt estetyczna fala :P Całość prezentuje się tak:





Nie jest źle, ale mogło być lepiej. Z nowości: wczoraj przyszedł do mnie nowiutki, świeżutki, jeszcze cieplutki Samsung S5 Neo w kolorze złotym (pierwsza rzecz, która mnie w nim wkurza - nie można ustawić dowolnej ilości czy długości drzemki, jest automatycznie ustawione 3 razy po 5 minut i nie ma zmiłuj). Dzisiaj odbieram zestaw pędzli, o których pewnie napiszę kilka słów. Dodatkowo czekam jeszcze na prześliczne sandałki od Deezee, które prawdopodobnie przyjdą do mnie na dniach :)
Enjoy :)

poniedziałek, 9 maja 2016

Moja włosowa przemiana - Studio 10 Lutego Łódź

Jestem świeżo po wizycie u fryzjera, więc tak jak obiecałam, post o moich włosach.

Tak prezentowały się przed ścięciem (dzisiaj rano):


Wybrałam się do studia w Łodzi 10 lutego (klik!). Moimi włosami zajął się niesamowicie utalentowany Łukasz. Widać, że zna się na tym, co robi. Fachowe porady, sympatyczna rozmowa, miła atmosfera - uśmiech nie schodził mi z twarzy przez całą wizytę. Chciałam zrobić sobie siwe ombre, jednakże Łukasz odradził mi ten pomysł. Miałam wcześniej (około 2 lata) włosy zrobione henną, więc powiedział, że niestety, ale żaden kolor wymagający rozjaśniania nie złapie mi tak, jakbym tego chciała. Wręcz przeciwnie, spodziewać się mogę zielono-pomarańczowych końcówek. Powiedział, że najszybciej, kiedy mogłabym zafarbować włosy, to dopiero w sierpniu, a teraz powinniśmy zając się zniszczonymi końcami i ogólną regeneracją włosów. Grzecznie posłuchałam i nie żałuję! Naprawdę zna się na rzeczy, a takich fryzjerów obecnie niestety jak na lekarstwo. Bardzo cenię to, że nie zrealizował mojej prośby "na pałę", byleby zarobić, a co wyjdzie to no cóż, chciała to ma. Widać, że fryzjerstwo to nie tylko zawód, ale przede wszystkim jego pasja.

Tak prezentowałam się od razu po wyjściu z salonu:


A tu od tyłu. Zdjęcie robione przed chwilą, przed rozczesaniem. Moje włosy się dość mocno plączą, toteż musicie mi wybaczyć strąki :)



Moje włosy w końcu odżyły, są gładkie, miłe w dotyku, sprawiają wrażenie nawet grubszych niż były. No i przede wszystkim - w końcu są prawidłowo ścięte, więc nie muszę już ani kombinować, żeby jakoś wyglądały, ani się ich wstydzić :) Jestem ciekawa jak będą wyglądały jak się zaczną skręcać :)

Wszystkim kobietom mogę z ręką na sercu polecić ten salon! Pełen profesjonalizm :) Ja właśnie dzisiaj zostałam stałą klientką <3

niedziela, 8 maja 2016

Dwa makijaże + najgłupszy artykuł Skarba

Dzisiaj przychodzę z dwoma makijażami. W pierwszym chciałam trochę zaszaleć z kolorem, ale niestety moje oko zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Nie wiem czy będzie to widoczne na zdjęciu, ale oko zaczęło mi łzawić w zewnętrznym kąciku, a więc tam, gdzie odcięcie najbardziej przykuwa spojrzenie. W efekcie bez końca zaczęłam dokładać cienia, co spowodowało pojawienie się prześwitów i kumulacji koloru w różnych miejscach. Starałam się rozetrzeć cienie na tyle, na ile mogłam, ale za wiele z tego nie wyszło. Dodatkowo nie przewidziałam, że niebieski cień zacznie się tak mocno osypywać, zabarwiając całe moje rzęsy. Dopiero na zdjęciach widać, że nie dociągnęłam mascarą tak daleko jak trzeba. Niestety niebieskie cienie w tej palecie (Ultra Mattes V1 Brights) coś nie chcą zostawać na ruchomej powiece tam, gdzie powinny być. Na drugim zdjęciu wyraźnie widać o co mi chodzi.





Niezadowolona z efektu, a zarazem pełna zapału stwierdziłam, że coś jeszcze pokombinuję. Od jakiegoś czasu chodziła za mną soczystozielona kreska. No, aż tak soczystej zieleni niestety nie mam, ale ta chyba też źle nie wygląda. Do tego nie chciałam zostawiać gołych powiek, więc zdecydowałam się na subtelny makijaż z różowymi tonami, który bez tej zieleni mogłabym zaliczyć do typowego "bridal".






I teraz jeszcze jedna mała sprawa. Ostatnio w Rossmannowskiej gazecie pojawił się artykuł, stworzony razem z dwiema (chyba) youtuberkami.


Matko kochana, większej głupoty dawno nie czytałam/nie oglądałam. Podział rozważna/odważna robiła chyba jakaś albo dwunastolatka, która z makijażu miała tylko balsam nawilżający na ustach, albo mega staroświecka kobieta, dla której makijaż nie jest wcale potrzebny, bo kocha swoje naturalne piękno. Błagam no, ludzie! Rozświetlacz w kategorii "odważna"? Ale kolorowe cienie na powiece to już spoko, rozwaga pełną gębą. Szczerze, wolę te słabe makijaże z jakiejś Tiny, Chwili dla Ciebie czy innych szmatławców niż to coś, co miało być przewodnikiem po świecie makijażu. Sądziłam, że odkąd Rossmann wykonał głęboki ukłon w stronę blogo- czy youtube- sfery, to popełnienie gafy jest niemożliwe. Cóż, a jednak.

Tym sceptycznym akcentem kończę swoje wywody :) Jutro idę do fryzjera, więc na pewno pokażę się w nowych włosach :) Przypominając, co to ma być:


Zobaczymy, co z tego wyjdzie :)