niedziela, 17 kwietnia 2016

Zakupy z zakresu pielęgnacji

Dziś przychodzę z kolejnym zakupowym postem. Zwlekałam z jego publikacją, żeby nie wyszło na to, że tylko się chwalę i nic innego na blogu się nie dzieje :) Mam ostatnio okres wzmożonej gotowości do pracy, gdyż jak zwykle obudziłam się z ręką w nocniku i biegusiem piszę prace, które mam do zaprezentowania w tym tygodniu (poniedziałek - część licencjatu, czwartek, a tak naprawdę środa do godziny 12 <muszę przesłać gotową pracę na maila> - prezentacja). Stąd też trochę zaniedbałam czytanie postów na subskrybowanych przeze mnie blogach. Jak będę mieć chwilę wolnego, to obiecuję wszystko nadrobić :) Tymczasem zapraszam do oglądania :)




Olejek o zapachu migdałów i dzikiej róży od Marion, kupiony za niecałe 5zł. Bardzo wodnisty, lejący. Po nałożeniu na włosy intensywnie pachnie różą. Niestety kiedy 1-2 razy w tygodniu daję odpocząć włosom, myjąc je tylko szamponem i nakładając na końce serum zabezpieczające, ten olejek nie zdaje egzaminu. Jest zdecydowanie za słaby, za to idealny do stosowania przy metodzie OMO, którą dopiero odkrywam :)



Produkt, który już gościł na blogu i doczekał się swojej osobnej recenzji (klik!) :) Kupiony za około 10.50zł


Strasznie ciężko dostać paski o tym kształcie, dlatego od razu wrzuciłam je do koszyka, mimo iż ostatnio gustuję w hybrydach i pewnie nie za prędko ich użyję. Cena niewiele ponad 6zł








Od groma maseczek, bo nie pamiętam kiedy ostatnio coś nakładałam na twarz :) Każda w granicach 3-5zł


Przy okazji zakupów w Kauflandzie, udało mi się dorwać perfumy w zestawie z dezodorantem za niecałe 18zł. Dostałam je uprzednio od mamy i już były na wykończeniu, więc z dziką radością wrzuciłam je do koszyka :)



Odżywka od Isany, nie pamiętam ile kosztowała, ale coś około 7zł. Wydaje mi się, że wybrałam jak najmniej obciążającą włosy odżywkę do metody OMO. Jednak zagorzałą włosomaniaczką nie jestem, więc na 100% nie powiem czy będzie ok w świetle cg :)



Maska od Kallosa, którą za zapach raz kocham, a raz nienawidzę. Wszystko zależy od humoru, bowiem pachnie ona...mlekiem z sosem karmelowym (polecam w kawiarni wziąć Latte Caramello bez kawy :P). Niestety strasznie nieopłacalny biznes, bo za nią dałam jakieś 6-7zł, a za wielką puchę Kallosa płacimy około 10zł. Ale że przytargałam mamę na zakupy, musiałam się jej słuchać dla świętego spokoju ("najpierw wypróbuj, a potem kupisz większą wersję) :P Stosuję jako tą bardziej treściwą odżywkę w metodzie OMO.






Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła jakiejś pierdoły z kosmetyków do makijażu :P Tutah mamy podkład od Maybelline kupiony na promocji za niecałe 25zł. Niestety o jeden odcień za jasny dla mnie :( Ale będę kombinować, gdzieś chyba mam jakiś ciemniejszy podkład :)



Jedyny płyn do płukania jamy ustnej w normalnej cenie bez szkodliwego alkoholu dostępny w Rossmannie - shame on you :P Kupiony za 10zł




I na koniec żel peelingujący do mycia twarzy, który już uwielbiam. Mam nadzieję, że pomoże mi zwalczyć zaskórniki, które panoszą mi się na całym nosie (chyba każdy por jest zapchany). Kupiony za około 15zł

Tak prezentują się moje zakupy :) Zobaczymy jak się będą sprawować :)
Enjoy :)

2 komentarze: