czwartek, 10 marca 2016

Paznokcie, facechart, makijaż artystyczny też się może nie udać!

Ostatnio moje paznokcie są nie do ogarnięcia. Mimo tego, że są twarde, strasznie się łamią, nawet pół centymetra nie dało rady zapuścić. Wobec tego wyciągnęłam swoje akrylowe przybory i na tipsie przedłużyłam sobie płytkę. Od razu zaznaczam, że jestem samoukiem, na kursy dopiero zbieram pieniążki ;) Wyszło tak:




 

Chodziłam z takimi gołymi paznokciami dwa dni i w końcu doszłam do wniosku, że wcale tak pięknie jednak nie wyglądają. Najpierw chciałam nałożyć hybrydę. Jednakże zaczęło się dział z nią coś dziwnego (efekt jak przy pękającym lakierze) tuż po nałożeniu. Nie wiem, może hybryda i akryl nie współpracują razem? Koniec końców pomalowałam zwykłym czerwonym lakierem, a następnie przejechałam matowiącym topem.
Ostatnio czuję też makijażowy niedosyt. Najchętniej bym cały czas malowała i malowała, i malowała, i malowała :) Jako że mój poprzedni makijaż cieszył się tak dużym uznaniem, postanowiłam zrobić kolejny "artystyczny". Cóż... Przekonałam się, że on też może się nie udać.




Może gdybym całą brew pomalowała na czarno, bardziej bym zaostrzyła fioletowy trójkąt i dopracowała dolną część oka, to może i nie byłoby aż tak tragicznie. Chociaż rewelacji nie ma zdecydowanie. Muszę zdecydowanie w jakimś chińczyku kupić sztuczne rzęsy, bo te mam od co najmniej 7 lat (używane może z 3 razy, więc tragedii nie ma).
Zniesmaczona zabrałam się za delikatny dzienniak i tu poszło zdecydowanie lepiej.




Trochę taki "bridal makeup" xD Jak widać, nadal ujarzmiam żelowy eyeliner. Nie potrafię do niego w ogóle podejść. Pędzel już zmieniłam z takiego "zagiętego" na skośny, ale wciąć jest coś nie tak. Może się nie potrafimy dogadać po prostu?
Dzisiaj za to wzięło mnie na malowanie na dłoni, potocznie nazywane facechartami. Chociaż w sumie facechart to specjalna kartka papieru, na której mua "projektują" swoje makijaże, więc nie wiem skąd to podciągnięcie. 





Przezornie najpierw zrobiłam zdjęcie samej gałki ocznej, a potem razem z cieniami na wypadek, gdybym coś skopała z rzęsami. No i z tego przyznam szczerze jestem naprawdę zadowolona. Rzęsy co prawda mogłyby być bardziej widoczne, ale spieszyłam się do pracy. No i niestety widać moją zaciętą walkę z eyelinerem.
A propos takiego malowania na łapce, to ostatnio mam wrażenie, że przestało się liczyć to, jaki makijaż owy malunek przedstawia. Ze wzrostem popularności pojawił się niemy, nigdzie nie zadeklarowany "wyścig szczurów" w ramach realności/piękności/słodkości danego oka. Nie ważne jaki makijaż, ważne żeby rzęsy były jak najbardziej widoczne, oko realistyczne, a brew najlepiej z włoskami. W sumie też jest to jakieś ćwiczenie rozcierania i łączenia kolorów, jednak brakuje mi takiego prostego oka, które nie przypomina oka wcale, za to prezentuje przepiękny makijaż.


Rzecz, z której jestem strasznie dumna: nie uległam pokusie kupienia butów!





Cena kusiła bardzo, bo niecałe 50zł, ale po przeanalizowaniu swojej garderoby doszłam do wniosku, że nie miałabym do czego ich założyć. Aha, buty od McArthur.

Dzień Kobiet minął mi przyjemnie, choć (dzięki bogu!) nie był obchodzony z nie wiadomo jaką pompą. Ot, wieczorek przy horrorze, butelce białego wina i toną czekoladek, wśród zapachu białych tulipanów (czerwony dostałam od szefa :). Tak, jak widać nadal nie mogę się zebrać, żeby pochować świąteczne ozdoby xD


I to by było na tyle :) Planuję jeszcze zakup dwóch paletek ze Sleeka, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy :) Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz