czwartek, 28 stycznia 2016

(Nie)Pierwsze spotkanie z hybrydami

Dzisiaj króciutko o hybrydach. Jak wiecie, kupiłam tańsze hybrydy (po 8zł za kolor), żeby sprawdzić z czym to się je.
W moim początkowym zestawie były top+baza (takie 2 w 1) i oczywiście kolory. Nie wiedziałam niczego o hybrydach, obejrzałam milion filmików na yt i tutaj muszę się pożalić: tylko chyba w jednym czy dwóch dziewczyny pokazały DOKŁADNIE jak to zrobić, a więc po każdej warstwie przemywamy cleanerem. Metodą prób i błędów zaczęłam maziać po paznokciach. Wszystko byłoby naprawdę super, gdyby nie jedna malutka rzecz. Przy nakładaniu drugiej warstwy koloru robił się bąbel. Hybryda w jednym miejscu tak jakby "wstawała", wyglądało to tak, jakby jakiś potężnych rozmiarów paproch został zatopiony w hybrydzie. Ani spiłować, ani nic z tym zrobić. Stwierdziłam, że to wina ewidentnie tego, że przyoszczędziłam na hybrydzie. Aha, paznokci mi na szczęście nie zniszczyło :)

Poczłapałam więc do drogerii u mnie w CH i kupiłam z Pronail czy jakoś tak. Z tej firmy co jest na równi z Semilaciem jeśli chodzi o jakość hybryd. Nie oszczędzałam. Sztuka 27.90zł. Kupiłam top, bazę i kolor (w moim przypadku nudziak - stwierdziłam, że najbezpieczniej). Zrobiłam i od razu wychwyciłam pierwszy błąd: nie umiem modelować (nadawać kształtu) hybrydą paznokci. Standardowe "poduchy" na końcówkach paznokcia i wgłębienia pośrodku. Tak, zdecydowanie będę musiała nad tym popracować! Niestety łatwo mi nie będzie, bo moje paznokcie są kosmiczne, krzywe i powywijane xD Ale trening czyni mistrza :) (i dobry kurs, ale na to ani hajsów ani czasu :P)

A poniżej zdjęcia z półtora tygodniowym odrostem :D



Dzisiaj zdejmuję hybrydy, daję odpocząć jakiś dzień - dwa paznokciom (tak, wiem, że nie trzeba, ale dzisiaj nie mam czasu ich zrobić na nowo) i nakładam znowu hybrydę. Udało mi się kupić czerwoną :) Wydaje mi się, że to Raspberry red, ale pewnie jak zwykle porąbałam coś z nazwą haha :D Jak tylko zrobię, efekt umieszczę mam nadzieję na blogu. Mam nadzieję, ponieważ w poniedziałek jadę na tydzień do Szczyrku :) Oby były warunki do jazdy na nartach, choć pogoda gruubo na plusie :( Może jakieś zdjęcia się pojawią z wyjazdu, kto wie :)

I wracając do starych przyzwyczajeń - ENJOY! :D

środa, 20 stycznia 2016

Sesja!

Nadszedł dla mnie paskudny okres na uczelni, który wszystkim studentom spędza sen z powiek, zamieniając ich w kofeinowe zombie. Co robi student, kiedy musi się uczyć? Wszystko, byle tylko się nie uczyć! Tak więc miałam okazję poćwiczyć malowanie ręki oraz robienie hybryd ;)


Mój makijaż ostatnio sprowadza się do zwykłego nudnego dzienniaka - jakaś tam kreska, podkład, puder, bronzer i brwi. Malowanie dłoni chyba jest całkiem fajnym rozwiązaniem, przy okazji poćwiczę rozcieranie, które ostatnio u mnie zaczęło kuleć.

Kreska cieniem doprawdy warta upublicznienia xD Jutro niestety kolejny egzamin, a raczej poprawa. Cóż, miło wiedzieć, że na moim kierunku są fałszywi ludzie. Wielkie DZIĘKUJĘ za możliwość ponownego pisania.







Poza tym jednym mankamentem, wszystko na razie idzie w miarę ok :) Czekam z utęsknieniem na ferie! 

wtorek, 5 stycznia 2016

Klasyczne smoky eyes - tutorial

Dzisiaj mam dla Was tutorial dotyczący wykonania klasycznego, standardowego smoky eyes. Niestety obecnie każdy dobrze roztarty makijaż lub zaznaczenie załamania powieki ciemniejszym cieniem jest nazywany smoky, czego totalnie nie rozumiem. Nie będę się zagłębiać bardziej :) Zaczynamy :)

Przygotowałam oko do makijażu. Standardowo: zrobiłam brwi, nałożyłam bazę do powiek oraz cielisty cień.










Na jakby najwyższy dopuszczalny punkt załamania powieki nałożyłam cień z numerem 1










Następnie delikatnie nachodząc, pod nim znalazł się cień z numerem  2










Nałożyłam cień z numerem 3 typowo na załamanie powieki, pozwalając jednak, aby cień "zasmyrał" również ruchomą część powieki oraz delikatnie wchodził na poprzednio nałożony cień









 Na całą powiekę ruchomą poszła czarna kredka...











...którą roztarłam czarnym cieniem (numer 4)











Tutaj zajęłam się dolną powieką. Nałożyłam cienie numer 3 i 4, na linię wodną czarną kredkę.










Niestety nie widać tego na zdjęciu, na powiększeniu jakieś marne ochłapy brokatu, ale tutaj nałożyłam cień z numerem 5. Wytuszowałam rzęsy i voila! :)












Produkty, których użyłam:
e.l.f. Eyelid Primer
Makeup Revolution Flawless
Sleek Garden of Eden
Sleek Au Naturel
kredka jakaś z Astora, napisy się zmyły :(
Lovely False Lashes Mascara

Teraz trochę zdjęć :) Kto obserwuje na insta, ten już widział :)








sobota, 2 stycznia 2016

To był dobry rok

Ten rok zdecydowanie mogę zaliczyć do udanych. Może nie składał się wyłącznie z dobrych decyzji, miał kilka wpadek, jednak z całokształtu jestem naprawdę zadowolona. Podjęłam sporo decyzji, których zdecydowanie nie żałuję, wręcz jestem dumna.
Zaczęło się od zmiany pracy. Wyrwałam się z "obozu pracy" cukierni, w której pracowało się od 8 do 23, kilka dni pod rząd, cały czas na nogach. Obecnie pracuję na stoisku z akcesoriami do telefonów i jest naprawdę dobrze. Dzięki tej zmianie zmieniło się moje podejście. Przestałam być wiecznie zmęczona, z większym optymizmem patrzę na świat. Zabawne jak zmiana pracy może odmienić człowieka.
Do wakacji jakoś czas zleciał. Udało się wszystko pozaliczać bez brania warunków na uczelni, tak więc jestem na trzecim, prawdopodobnie ostatnim roku. Nie wiem czy pójdę na magisterkę. Po licencjacie postanowiłam, że pójdę na studium - będę celować w kosmetologię. Oprócz tego muszę zrobić kursy na paznokcie oraz makijaż :) Zaczęłam już się powoli ukierunkowywać na to, co chcę robić w przyszłości. Trochę to trwało, przyznaję, ale stwierdziłam, że skoro jestem w stanie połączyć hobby z pracą, to czemu by z tego nie skorzystać? Robię  coś dobrze, znam się na tym w jakimś stopniu, trzeba więc to wykorzystać. Nie mogę przecież do końca życia pracować w Centrum Handlowym. Do tego nie bardzo pasuje mi pracowanie u kogoś. Zdecydowanie wolę sama sobie być szefem :)


Tak nadszedł czas wakacji, podczas których naprawdę miałam sporo do roboty. Przede wszystkim praktyki w MOPSie, które naprawdę otworzyły mi oczy na problemy innych ludzi. Do tej pory sądziłam, że osoby pobierające zasiłki od państwa to zwykłe lenie, którym się nie chce ruszyć tyłka. Matko, jak mogłam być tak okropna w takich osądach? Większość to schorowani ludzie, którzy chociażby chcieli, nie mogą za wiele zrobić. To był zdecydowanie przełom wpływający na mój samolubny światopogląd. Ponadto wyjazdy. Audioriver w Płocku, Woodstock w Kostrzynie oraz łódki. Przez cały tydzień pływaliśmy po Sulejowie. Na łódkach nastąpił kolejny przełom w moim życiu. Zaczęłam rozmawiać ze znajomą, z którą pływaliśmy, na temat odżywiania. Wtedy też postanowiłam, że będę wegetarianką. W domu nikt nie był oczywiście zachwycony tym pomysłem.
Nie ma chyba innej takiej osoby, która w tak idiotyczny sposób twierdziła, że jest wegetarianką. Jem ryby, zupy, które bazują na wywarze z mięsa i warzyw, oraz w święta normalnie jem mięso. Czasem mi się zdarzy zaliczyć jakiś McDonald's czy hot-doga z Orlenu. Więc wegetarianką nazywać się nie mogę. Co najwyżej osobą unikającą mięso, ot co. Przyznam również, że normalne mięso, jak wieprzowe czy drób, przestało mi smakować (wołowina czy cielęcina nigdy mi nie smakowała, więc ją pomijam). Ponadto czuję się lepiej, fizycznie i psychicznie. Zniknęły moje problemy żołądkowe, co najważniejsze. Do tej pory miałam prawie po każdym mięsnym posiłku straszliwe bóle brzucha i zgagę. Obecnie wszystko minęło. 
Dodatkowo byłam na konwencie tatuażu (chyba w Gdańsku, nie pamiętam) i zrobiłam sobie tatuaż :) Miał być kolczyk, jednak zdecydowałam się na tatuaż. Problemów w pracy nie mam żadnych z jego powodu. Klienci? Budzi duże zainteresowanie. A co to, a dlaczego? Ludzie, to nie jest Miami Ink. Nawet jeśli by coś znaczyło, to nie, nie powiem, ponieważ byłoby to coś osobistego. Bardzo śmiać mi się chce, kiedy myjąc ręce podwijam rękawy, i widzę miny Pań obok. Patrzą z ciekawością, ale i takim... strachem xD Kiedy na nie spojrzę, to od razu wzrok w bok :P

Kolejnym przełomem jest fakt wyprowadzki. Razem z moim TŻ po feriach, które spędzimy w Szczyrku na nartach, zaczynamy remont mieszkanka. Jest małe, to fakt, bo niecałe 20m, ale ważne, że własne. No i w końcu razem. Roboty od groma, ale doczekać się nie mogę! 







Dodam tak totalnie offtopicowo, że dostałam od TŻ zegarek :) Ciągle się spóźniam i miałam już od dłuższego czasu na niego chrapkę ;)


To by było na tyle, jeśli chodzi o podsumowanie roku 2015. Mam nadzieję, że 2016 będzie równie owocny i wspaniały, co miniony, a będzie się działo :) Szczęśliwego Nowego Roku!