czwartek, 8 stycznia 2015

Winged emerald green eye

Popadam ze skrajności w skrajność - albo nie piszę prawie wcale, albo co chwila coś dodaję ;) Wczoraj straszliwie mi się nudziło. Co prawda nie aż tak, żeby się wziąć za naukę, ale wystarczająco, żeby coś zmalować. Zwłaszcza, że naoglądałam się przeróżnych kompilacji makijaży, więc już w ogóle się napaliłam. Stwierdziłam, że spróbuję (po raz pierwszy w życiu!) zrobić makijaż typu winged. Co mi z tego wyszło?



Widzicie co mi się stało z rzęsami? Nie ma! Nie wiem o co chodzi, ale bardzo mi się to nie podoba i wygląda tragicznie. Stwierdziłam więc, że (żeby to jakoś wyglądało), dokleję sobie jedyne sztuczne rzęsy jakie mam - również robiłam to po raz pierwszy w życiu!



Chyba nie ma aż takiej tragedii z nimi? Oczywiście się upaciałam klejem (jest czarny), więc nie robiłam zbytniego zbliżenia :P Przy "bocznym" zdjęciu widać, że nie umiałam ładnie wyciągnąć cienia, który miał być tym "wingiem". Standardowo zamkniętego oka nie zrobiłam, bo nie wpadłam na to :P Ponadto, jak widzicie, znowu jakoś próbuję kombinować z brwiami, ale o tym zapewne zrobię osobny post :) Zdjęć całej mordki też nie ma, bo choroba dopadła :(

Co użyłam?
Praktycznie wszystkie zielenie z paletki Sleek Garden of Eden
Czarny z paletki Sleek Oh So Special
Najjaśniejszy złoty z palety Makeup Revolution
Sztuczne rzęsy jakieś z chińczyka za 3zł
Czarna kredka do oczu też jakaś osiedlowego sklepu za chyba 2zł
Tusz do rzęs, jak zawsze, Lovely pękaty różowy :)

+BONUS!
Przerobione zdjęcie filtrami dostępnymi na Insta:

Różnica znacząca. Pytanie tylko: po co? Bo ja nie widzę w tym sensu, póki nie jestem bardziej doświadczoną osobą i wciąż się uczę.

Enjoy ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz