poniedziałek, 20 października 2014

Makeup Revolution Flawless - pierwsze wrazenie

Przyszła do mnie wyczekiwana, wyglądana z niecierpliwością paczka z http://kosmetykizameryki.pl Zamówiłam sobie tusz z Astora w prezencie (jak się okazało) z kredką do oczu oraz gigantyczną paletę cieni. A propos zestawu - byłam pewna, że zamówiłam wersję tusz+BBcrem. Byłam strasznie zła i rozczarowana, ale potem okazało się, że to nie z winy strony, ale oczywiście przez moje gapiostwo zamówiłam nie to, co trzeba. Ale kredka okazała się super, co do tuszu mam pewne wątpliwości, aczkolwiek o tym kiedy indziej. Przejdźmy do meritum, czyli do paletki 32 cieni Makeup Revolution Flawless. Zastanawiałam się nad nią dobry tydzień czy aby na pewno ją kupić. No niby chodzę teraz w neutralnych makijażach, więc byłaby ok, ale z drugiej strony lubię kolory na oczach, z trzeciej strony jednak nie noszę tych kolorów, z czwartej strony jest droga, z piątej strony nie jest droga, etc etc, mogłabym tych powodów wymienić z 1000. Jednakże zamówiłam, zapłaciłam, po bólu, przyszła i jest. I NIE ŻAŁUJĘ <3


Opisując, będę nawiązywać do paletek Sleeka, przez wszystkich znanych i kochanych. Paletka jest spora, mieści w sobie 32 cienie - 6 matowych, 2 mat i satyna z brokatem, reszta to cienie satynowe. Porządny kawał plastiku, wielkie lustro, ale otwieranie koszmarne! Ja sama osobiście nie dałam rady ani razu jej otworzyć. Musiałam prosić mojego TŻ o pomoc. Spiłował troszeczkę (moim pilniczkiem zeberkowym ;( ) kawałek tego plastiku wystającego, co robi takie klik! jak się wpasowuje, no wiadomo o co chodzi. W każdym razie teraz chodzi leciutko i przyjemnie :) Przejdźmy do cieni. Są mniejsze o jakąś 1/5-1/6 od cieni ze Sleeka. O jakości słów kilka. Maty są zdecydowanie gorsze jakościowo od Sleekowych, aczkolwiek nie ma znowu jakiejś tragedii, nie są to zdecydowanie "cienie do powiek z BravoGirl". Jeśli chodzi o cienie satynowe, a więc zdecydowaną większość paletki, to mam pewne dziwne odczucie. Trzymają się naprawdę super, jak Sleekowe, jednakże przy aplikowaniu cieni nie ma tej... masełkowatości Sleekowej. Chodzi mi o to, że przy nakładaniu cieni ze Sleeka, ma się wrażenie, że są one takie jakby tłuste. Tutaj tego nie ma, co można uznać i za wadę, i za zaletę. Najbardziej jednak zawiodłam się na trzech najciemniejszych cieniach. Nie wiem czy to dlatego, że "babrałam się" nimi w słoneczny dzień i światło oszukało trochę moje oko, czy o co chodzi, w każdym razie wyglądają dla mnie tak samo. Szare, bure, nic ciekawego, lepszy efekt bym osiągnęła ubrudziwszy się sadzą. Brokat jest jak dla mnie za gruby, odpada, no ogólnie dla tych cieni jestem jak na razie na nie. Ogólnie cienie się nie osypują, zostają na swoim miejscu przez dłuuugi, długi czas. Jedyne moje zastrzeżenie, to po tym dłuuugim czasie odbijają mi się na powiece, aczkolwiek mam tak ze wszystkimi cieniami (mimo bazy), ponieważ należę niestety do tych "tłustopowiekich" :P Brakuje mi bardzo cienia, który mogłabym nałożyć sobie na całą powiekę jako cień bazowy/podkładowy. Denko od mojego Inglota już na mnie zaczęło groźnie łypać, a ja nigdzie nie mogę dostać TANIEGO, ale DOBREJ JAKOŚCI (jak Inglot) takiegoż cienia.

Poniżej zdjęcia. Górne robiłam stojąc przy oknie tak, że zrobiłam sobie taki jakby półcień, zaś zdjęcie dolne robiłam odwróciwszy się od okna, a więc światło padało prosto na moją rękę. Kolory na łapkach są od góry do dołu, a więc od paper do raw, od buff do molton chocolate, od angel do greenstars oraz od brew do nights.





Jakość: 3.5/5
Dobór kolorów: 4.5/5
Opakowanie: 4/5
Aplikacja: 4/5
Trwałość: 4/5
Demakijaż: 5/5
Cena: 5/5

Ogólna ocena: 4.3/5

Generalnie miał być makijaż, ale zdjęcia wyszły tak tragiczne, że po prostu wstyd pokazać :P

Enjoy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz