środa, 8 stycznia 2014

Mało czasu!

Słowem wstępu: nie zeżarły mnie wilki, lisy, dziki, sarny, jelenie ani żadne inne dzikie bestie. Żyję. Nie, blog mi się nie znudził. Powtarzam po matczynemu po raz enty "nie mam czasu" :( Cały styczeń zapchany, bo szkoła, bo praca. Aż wstyd, że ostatni post był w listopadzie (już!) ubiegłego roku. Dlatego trochę dzisiaj zasypię zdjęciami.

Zacznę od najcudowniejszej rzeczy jaka mnie spotkała 27 listopada <3

Tatuaż! Mój pierwszy, prześliczny, przesłodki, idealny tatuaż ;3 <w rzeczywistości jest czarny, ale zdjęcie musiałam sama sobie zrobić, przez co nie jest ostre, co z kolei zmieniło trochę kolor> Trochę bolało, ale to był raczej ból w stylu "całkiem przyjemny, da się znieść" - prawie zasnęłam na fotelu ;) Wszyscy byli w szoku, że tak szybko mi się wygoił, po 2-3 dniach nic mnie nie bolało ani nie swędziało, a po tygodniu przestałam czymkolwiek smarować. Żadnych poprawek nie robiłam. "Dziarałam się" w Łodzi w "Od świtu do zmierzchu", trwało 15-20 minut. Od razu uprzedzam - to uzależnia. Siedząc jeszcze na fotelu myślałam już gdzie by sobie walnąć następny. Mam kilka pomysłów, ale na razie cii.

Zmieniłam pracę. Już nie jestem baristką, którą byłam 2 lata (kiedyś zrobię osobną "chwalną" notkę o art latte, bo trochę się tego nazbierało). Praca w kawiarni była naprawdę świetna, kawa to naprawdę coś niesamowitego. No ale jeśli się płaci g... a nie pieniądz, w dodatku taka sama stawka przez dwa lata... Nie ważne. W każdym razie od grudnia mam nową pracę. Zabawne było to, że pojechałam roznieść CV. Przy trzecim sklepie dostałam z marszu pracę (oczywiście po krótkiej "rozmowie kwalifikacyjnej"). Należała więc mi się nagroda (a że stoisko Inglota tuż za rogiem...)!




Cień niebieski to nr 117 (Inglot), opalizuje złotem, co daje naprawdę niesamowity morski efekt. Różowy cień to nr 431, również Inglot. Jest perłowy, aczkolwiek przysięgłabym, że opalizuje srebrem!



Zielony to nr 417. Jest to cień perłowy, również opalizujący złotem. Jak go zobaczyłam bez "brania na paluch", to stwierdziłam, że nic wielkiego, ot taki buro-szary zielony kolor, wręcz wstrętny. Ale jak tylko zobaczyłam, co się z nim dzieje na palcu... Na zdjęciach tego nie widać (i to jest właśnie wielka wada wszystkich aparatów), ale to opalizowanie złotem sprawia, że bije nas po oczach taka świeża limonkowa zieleń, coś cudownego.

Święta, święta i po świętach! Hm, właściwie to już i po Sylwestrze, i 6 stycznia... No nie ważne. W każdym razie trzeba było ruszyć leniwy tyłek i ubrać choinkę. Efekty?

But na czubku wygrywa. A nad tymi szyszkami męczyłam się chyba z 2 godziny. Najpierw powiązać wstążki, potem przykleić do szyszki, na koniec "rogi" każdej szyszki ozdobić taką złotą klejącą mazią. Nigdy więcej!

Spełniłam też moje marzenie od kilku lat. Lampki na oknie!
Lampki są białe, tak w gwoli ścisłości
 


Dodatkowo w moich zasłonowych frędzlach podczepiłam srebrne koraliki, które są generalnie na choinkę.

Mimo, iż Mikołaj był symboliczny i bardziej skupił się na moim 7 i 8-letnim kuzynostwie, to jestem zadowolona. Dostałam odżywkę do włosów z Yves Rocher (moją ulubioną zresztą), odmrażacz do zamków (to miał być raczej żart, ale bardzo praktyczny!), pidżamkę, ciepłe, grubaśne skarpety (strasznie marzną mi nogi, toteż prezent jak najbardziej trafiony), wraz z bratem toster (a raczej opiekacz do tostów, tak to się chyba nazywa, w każdym razie nie jem teraz niczego innego, tylko tosty). Dodatkowo:


Prezent od taty - róż chwycił mnie za serce, w dodatku fakt, że pędzle. Co z tego, że to zestaw początkowy, a jakością nie dorównują naturalnym pędzlom. Nie są złe, a liczy się gest :)


 Prezent od mojego TŻ, o który sama poprosiłam i który marzył mi się od dłuższego czasu. Olejki - arbuz i czarna porzeczka :)




 Portfel, który ma świetne zapięcie (z 2 minuty kombinowałam jak go się otwiera), w dodatku jest bardzo pojemny, a zarazem cieniutki. Mówcie co chcecie, mi się podoba :)
No i prezent ode mnie dla siebie :D Jestem strasznie zadowolona z obu tych kosmetyków!

Kilka dni temu zobaczyłam wpis u Ewalucji i stwierdziłam, że sama też muszę coś takiego zrobić. Efekt nie jest tak powalający, ale starałam się.



Dobra, wiem, moje paznokcie pozostawiają wiele do życzenia i nie bardzo nadają się na pokaz publiczny :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz