wtorek, 9 grudnia 2014

Makijaż i pazurki

Post właściwie miał nie powstać, ale jako że zostałam dotknięta przerazliwa nuda i mam bloggera na telefonie, postanowiłam coś wrzucić.

Idą święta, coraz bliżej stety niestety i dzisiaj trochę świątecznie. Oczy myślę są trochę zbyt... Wyraziste jak na Wigilię, ale na sylwestra jak najbardziej. Tym sposobem zahaczylam tez Nowy Rok :) zdjęć nie mam za duzo, niestety, ale coś tam jest.

Przy zdjęciach będąc - to uczucie gdy Twój telefon ma lepszy aparat niż Twoja cyfrówka...




Ten jałowiec na paznokciach to miał być płatek śniegu xD Tylko oczywiście mój najcieńszy pędzelek okazał się wcale nie taki znowu najcieńszy jak się spodziewałam. No i pierwsze w moim życiu ombre na paznokciach <3 Jak na pierwszy raz, uznaję je za udane :)



Zdjęcia robione przed chwilą (21.00), przy mocnym sztucznym oświetleniu, stąd ich dziwna barwa.

Enjoy :)

niedziela, 30 listopada 2014

Mini tutorial - Makijaż + OOTD

Zdjęcia już od jakiegoś czasu zalegały w aparacie, a ja nie miałam nawet chwili, żeby je ogarnąć i powrzucać. Ale dzisiaj, jako że zostałam wypuszczona do domu, bo było za dużo osób na zmianie, znalazłam parę minut i oto jestem.
Dzisiejszym głównym bohaterem jest sukienka, którą kupiłam parę dni temu. Można powiedzieć, że trochę się nią inspirowałam przy doborze kolorów w makijażu. No dobra, trochę bardzo. W każdym razie mam nadzieję, że całkiem zgrabnie mi to poszło :)
 Przede wszystkim na oko nałożyłam bazę pod cienie, żeby ładnie wybić kolory oraz żeby cienie zostały dłużej na powiece. Mam niestety tendencję do "tłustych" powiek, stąd też baza jest obowiązkowa. Standardowo używam Eyeshadow Base, Paese
 Na załamanie powieki nałożyłam cień z numerkiem 1. Choć na zdjęciu jest to typowy brąz, lecz ma on delikatne bordowe akcenty.
 Aby bardziej wybić bordo, nałożyłam również w załamanie powieki cień z numerem 2. Nakładałam go jednak troszeczkę poniżej pierwszego cienia tak, aby pierwszy był nadal widoczny.
 Poniżej tych dwóch cieni, nałożyłam cień z numerem 3. Szczerze byłam zdziwiona, kiedy okazało się, że jest to całkiem ładny fiolet. Byłam przekonana, iż w tej palecie nie ma fioletów :)
 Na połowę ruchomej powieki nałożyłam cień z numerem 4, ale tak, aby pozostawić kącik wolny.
 Zewnętrzny kącik ruchomej powieki przyciemniłam cieniem numer 5, a w kąciku i pod łukiem brwiowym (czego za bardzo nie widać na zdjęciu) nałożyłam cień z numerem 6

Tutaj tylko namalowałam kreskę moim ukochanym eyelinerem Eyeliner waterproof, Wibo. Następnie wytuszowałam rzęsy jak na razie najlepszą moją mascarą False Lashes Mascara, Lovely









 Cienie, których użyłam :) Oczywiście wszystkie z Palety MakeUp Revolution :)

Jeśli chodzi o usta, to nie mogłam się zdecydować. Z jednej strony przy tak ciemnym makijażu oka należałoby użyć pomadek w odcieniach nude, jednakże ciemna szminka też nie wyglądała źle.

Na pierwszym zdjęciu mam dwie pomadki: 206 nude pink, Rimmel oraz LSS604 Jupiter, NYX (która powoli mi się kończy :( )
Na drugim zaś jest fioletowa od Paris Memories - nie mają numerków.







Na twarzy mój ukochany podkład 103 Porcelain Skin Match Fusion Make Up, Astor, puder 05 Translucent Creme Puff Pressed Powder, MaxFactor, bronzer 14302 Sun Dance Summer Affair, Calvin Klein oraz róż nr 9 Wibo jeszcze ta stara wersja (róż z jedwabiem i wit. E). Brwi chyba cień z Inglota, i tak praktycznie nie widać podkreślenia, bo jest delikatne, więc myślę, że nie ma się co rozpisywać na ten temat :P

A ubrana byłam tak:


Samojebki <3 Nie mam osoby, która mogłaby mi porobić zdjęcia. Poza tym osobiście nie lubię, kiedy ktoś mi robi zdjęcia :P

To w sumie by było na tyle. Podkreślam raz jeszcze, że wszystkie zdjęcia tu wrzucone są bez jakiejkolwiek ingerencji programu w celach upiększających zdjęcia. Jedyne co robię, to kadruję albo wklejam jakieś znaczki (jak np w zdjęciu palety).
Enjoy :)

środa, 19 listopada 2014

Coś dla siebie od siebie

Nie wiem czy jest to spowodowane jesienną chandrą, ale listopad jest zdecydowanie miesiącem pod znakiem przemyśleń i ogólnego doła. Mam dość wszystkiego, najchętniej rzuciłabym pracę i skupiła się tylko i wyłącznie na studiach, ale auto na wodę nie jeździ (niestety!).
W tym miesiącu stwierdziłam również, że kurde, coś mi się w końcu należy. Zawsze te pieniądze jakoś mi się rozpływały nie wiadomo kiedy i na co. Teraz mam przynajmniej namacalne "dowody zbrodni" :) I nie, nie poszalałam za bardzo w Rossmanie. Niestety nie wiedziałam o tej promocji 1+1 i dosłownie dwa dni przed jej rozpoczęciem zdążyłam kupić (mój zdecydowanie ulubiony) podkład oraz tusz do rzęs. Jednak gdy już się o niej dowiedziałam, to stwierdziłam "no jak to, ja nic nie kupię?" i popędziłam do drogerii tuż przy mojej uczelni. No i wyszłam bez niczego. Zrobiłam drugie podejście i tu się udało.


Do tego jeszcze wodoodporny eyeliner z Wibo, ale używam go od dłuższego czasu i stwierdziłam, że nie ma sensu robić zdjęcia :P Wreszcie mam beżową (w sumie wygląda jak biała) kredkę. Jak widać powyżej ładnie kryje. Jeszcze nie wiem jak się dokładnie sprawuje na linii wodnej, ale 5zł nie majątek. Jedyny problem - co ja mam zrobić z tą kredką, jak się ten malujący dziubek skończy? Natemperować? Przecież to jest plastik... Jakoś... wycisnąć? Bo wykręcić się tego dziadostwa raczej nie da...
Dwa matowe lakiery. Fiolet jest ciemniejszy w rzeczywistości niż na zdjęciu - uroki robienia zdjęć przy oknie.
Przy trzecim podejściu znowu wyszłam z pustymi rękami. Dotarła do mnie ta straszliwa i smutna prawda - nic więcej nie potrzebuję z kosmetyków. Za to zdecydowanie potrzebuję ubrań! Takie to kobiece, no nie? Ale serio. Nie mam w co się ubrać. Dlatego też wpadło parę rzeczy do szafy. Nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłam jakieś ubrania...


 Sukienka z C&A za 19.90zł
Bluzka z Sinsay 19.90zł
Bokserka z Sinsay 9.90zł
 Krótsza bluza sięgająca granic pępka z Sinsay za 19.90zł

Jako, że powoli dopada mnie świąteczny szał i już nie mogę doczekać się tych wszystkich lampeczek, bombeczek, łańcuchów, śnieżynek, nie mogłam przejść obojętnie obok kilku rzeczy :)

 Leggingsy z Pepco 19.90zł

 Bamboszki z Pepco 9.90zł
To ma chyba pełnić rolę świecznika, bo w tym ciepłym kubraczku jest zwykła przezroczysta szklanka. Z Pepco za 2.99zł

Dodatkowo zainwestowałam w biżuterię, już zaakceptowaną przez mojego TŻ. Jeśli o to chodzi, jest dość wybredny - żadnych cyrkonii, koraliczków półprzezroczystych, nic świecącego, rzadko co mu się spodoba wiszącego. Przy okazji chwalę się tragusem, który łaskawie zdecydował się jednak zagoić po jakiś... 2-3 miesiącach (uszy mi się strasznie długo goją, ze wszystkimi kolczykami miałam problem). Wykonany na Cropp Tattoo Konwent w Gdańsku :) W przyszłym roku na pewno muszę wziąć więcej pieniędzy, to i pewnie z nowym tatuażem wrócę :)


Wszystko z Pepco i z tego co kojarzę, to wszystko było za 4.90zł :) Można dobrze wyglądać za grosze? Można :)


Piotr i Paweł w Porcie Łódź chyba znowu zdecydował się wrócić do Yankee Candle, jednakże sprytnie nie podał cen wosków. Myślę, że gdybym ją wcześniej znała, to nie zdecydowałabym się na zakup. Jednak sądząc naiwnie, że nie będą kosztować więcej niż 5zł (w końcu zawsze płaciłam za nie mniej), wrzuciłam moje dwa ulubione kwiatowe zapachy i podreptałam do kasy. Trochę mi mina zrzędła, kiedy za paczkę makaronu (3zł) i dwa woski kasjerka poprosiła o prawie 20zł.


+BONUS! Mam nowe zwierzątko w domu :)
Do sporego już i tak grona (dwa psy, dwa koty) dołączyła agama brodata :) A właściwie dwie agamy, bo mój brat też ma swoją. Miały być dwie samiczki, ale na 95% jego agama jest samcem... W każdym razie poznajcie Cytrynkę (i moją twarz - w końcu :P), około 2 i pół miesięczną straszliwą wiercipiętę i ciekawskiego żarłoka ;)

Enjoy :)

sobota, 25 października 2014

Jesiennie

W szale halloweenowych makijaży, jak zwykle szybka i zorientowana Ania zmalowała makijaż... jesienny. Nie potrafię robić tych wszystkich "strasznych" metamorfoz, jakieś blizny, sztuczna krew. Najprostszy makijaż wampirzycy też by mi pewnie nie wyszedł. Nie mam i nie widzi mi się kupować żadnych specjalnych wosków, sztucznej skóry, sztucznej krwi tylko po to, żeby zrobić makijaż na imprezę halloweenową. Zwłaszcza, że nie tego typu imprezy nie są u mnie popularne, a pewnie i tak Halloween spędzę w pracy, a później w domu. Kiedyś natknęłam się na filmik, że blizny można łatwo i szybko zrobić z chusteczek higienicznych. Nie dość, że zajęło mi to dobre dwie godziny, to w dodatku nie wyglądało to jak blizna. Raczej jak to, czym było, a więc chusteczką przyczepioną do twarzy, ubabraną w podkładzie i cieniach. Farbek do twarzy też nie mam, tak więc nie spodziewajcie się czegoś ode mnie.
Przechodząc do meritum: wrzucam zdjęcia. Cienie w całości pochodzą z paletki, o której już pisałam - Makeup Revolution Flawless <3







Na ustach mam kredkę z Miss Sporty #005 congo oraz pomadkę z Accessorize #3 Plum Berry. Kolor, który na zdjęciu wygląda jak ciemna fiksja, w rzeczywistości był taki... bordowo-jagodowy (kocham przekłamane kolory <3)

Enjoy ;)


poniedziałek, 20 października 2014

Makeup Revolution Flawless - pierwsze wrazenie

Przyszła do mnie wyczekiwana, wyglądana z niecierpliwością paczka z http://kosmetykizameryki.pl Zamówiłam sobie tusz z Astora w prezencie (jak się okazało) z kredką do oczu oraz gigantyczną paletę cieni. A propos zestawu - byłam pewna, że zamówiłam wersję tusz+BBcrem. Byłam strasznie zła i rozczarowana, ale potem okazało się, że to nie z winy strony, ale oczywiście przez moje gapiostwo zamówiłam nie to, co trzeba. Ale kredka okazała się super, co do tuszu mam pewne wątpliwości, aczkolwiek o tym kiedy indziej. Przejdźmy do meritum, czyli do paletki 32 cieni Makeup Revolution Flawless. Zastanawiałam się nad nią dobry tydzień czy aby na pewno ją kupić. No niby chodzę teraz w neutralnych makijażach, więc byłaby ok, ale z drugiej strony lubię kolory na oczach, z trzeciej strony jednak nie noszę tych kolorów, z czwartej strony jest droga, z piątej strony nie jest droga, etc etc, mogłabym tych powodów wymienić z 1000. Jednakże zamówiłam, zapłaciłam, po bólu, przyszła i jest. I NIE ŻAŁUJĘ <3


Opisując, będę nawiązywać do paletek Sleeka, przez wszystkich znanych i kochanych. Paletka jest spora, mieści w sobie 32 cienie - 6 matowych, 2 mat i satyna z brokatem, reszta to cienie satynowe. Porządny kawał plastiku, wielkie lustro, ale otwieranie koszmarne! Ja sama osobiście nie dałam rady ani razu jej otworzyć. Musiałam prosić mojego TŻ o pomoc. Spiłował troszeczkę (moim pilniczkiem zeberkowym ;( ) kawałek tego plastiku wystającego, co robi takie klik! jak się wpasowuje, no wiadomo o co chodzi. W każdym razie teraz chodzi leciutko i przyjemnie :) Przejdźmy do cieni. Są mniejsze o jakąś 1/5-1/6 od cieni ze Sleeka. O jakości słów kilka. Maty są zdecydowanie gorsze jakościowo od Sleekowych, aczkolwiek nie ma znowu jakiejś tragedii, nie są to zdecydowanie "cienie do powiek z BravoGirl". Jeśli chodzi o cienie satynowe, a więc zdecydowaną większość paletki, to mam pewne dziwne odczucie. Trzymają się naprawdę super, jak Sleekowe, jednakże przy aplikowaniu cieni nie ma tej... masełkowatości Sleekowej. Chodzi mi o to, że przy nakładaniu cieni ze Sleeka, ma się wrażenie, że są one takie jakby tłuste. Tutaj tego nie ma, co można uznać i za wadę, i za zaletę. Najbardziej jednak zawiodłam się na trzech najciemniejszych cieniach. Nie wiem czy to dlatego, że "babrałam się" nimi w słoneczny dzień i światło oszukało trochę moje oko, czy o co chodzi, w każdym razie wyglądają dla mnie tak samo. Szare, bure, nic ciekawego, lepszy efekt bym osiągnęła ubrudziwszy się sadzą. Brokat jest jak dla mnie za gruby, odpada, no ogólnie dla tych cieni jestem jak na razie na nie. Ogólnie cienie się nie osypują, zostają na swoim miejscu przez dłuuugi, długi czas. Jedyne moje zastrzeżenie, to po tym dłuuugim czasie odbijają mi się na powiece, aczkolwiek mam tak ze wszystkimi cieniami (mimo bazy), ponieważ należę niestety do tych "tłustopowiekich" :P Brakuje mi bardzo cienia, który mogłabym nałożyć sobie na całą powiekę jako cień bazowy/podkładowy. Denko od mojego Inglota już na mnie zaczęło groźnie łypać, a ja nigdzie nie mogę dostać TANIEGO, ale DOBREJ JAKOŚCI (jak Inglot) takiegoż cienia.

Poniżej zdjęcia. Górne robiłam stojąc przy oknie tak, że zrobiłam sobie taki jakby półcień, zaś zdjęcie dolne robiłam odwróciwszy się od okna, a więc światło padało prosto na moją rękę. Kolory na łapkach są od góry do dołu, a więc od paper do raw, od buff do molton chocolate, od angel do greenstars oraz od brew do nights.





Jakość: 3.5/5
Dobór kolorów: 4.5/5
Opakowanie: 4/5
Aplikacja: 4/5
Trwałość: 4/5
Demakijaż: 5/5
Cena: 5/5

Ogólna ocena: 4.3/5

Generalnie miał być makijaż, ale zdjęcia wyszły tak tragiczne, że po prostu wstyd pokazać :P

Enjoy :)