wtorek, 21 maja 2013

Zbiorczo

Nie będę znowu się powtarzać, że nie miałam czasu, że z góry przepraszam. Piszę tak ciągle. Więc walę prosto z mostu - mam sesję. Nic więcej tłumaczyć chyba nie trzeba ;)
Co nowego do powiedzenia a niekoniecznie pokazania? Znowu obsypało mi całą twarz (trądzik), więc załamana pojechałam zapisać się do dermatologa (siłą wypchnięta z domu przez mamę). Byłam tam o 14.30, a zapisy były do 14. Tak więc zdenerwowana, straciwszy nadzieję na cokolwiek pojechałam do naszej rodzinnej apteki. Rodzinnej, bo tylko tam kupujemy leki, bo tam pracują mega kobitki, które zawsze doradzą, zawsze pomogą, interesują się nie tyle człowiekiem, co pacjentem. Bez owijania w bawełnę podeszłam do babeczki i mówię co i jak. Wreszcie mnie ktoś wysłuchał, wypytał czy coś przedtem brałam na trądzik, co i jak i w ogóle (moja poprzednia wizyta u dermatolog była żałosna - lekarka nawet na mnie nie spojrzała, nie pytała o ewentualne leki, nic). Poleciła mi Visaxinum i Benzoacne. Działa. Ale skóra sucha na wiór :< Na czas leczenia nie nakładam niczego na twarz - niech się nie miesza z maścią.
Moja mama zacznie niedługo farbować się henną. I ja chyba również spróbuję.
Zaczynam porządne ogarnianie pokoju. Za około 3 tygodnie pozbywam się na zawsze biurka i straszącego co najmniej 20-letniego regału na książki. Mój pokój do tej pory wyglądał jak pokój nastolatki, która nie skończyła 16 lat. Trochę słabo. Kiedy tylko nadejdą ciepłe dni i znowu w portfelu zawita wypłata, maluję ściany, kupuję ładną komodę i może pokuszę się jeszcze o dywan. Marzy mi się taki "frędzelkowy", ale jego kupno muszę porządnie przemyśleć. Mam w domu 2 psy. Belgijski malinois i coś pokręcone z sheltie, niemieckim i Bóg wie z czym jeszcze. Nie, niestety nie mają włosów. Mają sierść. DUŻO SIERŚCI. Już widzę to odkurzanie/pranie/czyszczenie tego mojego wymarzonego dywanika.
A teraz lakierowe zdjęcia, czyli co dorwałam w drogerii Amora (Ptak Outlet) oraz w Pepco (Port Łódź)
Fireberry Red, Mousseline, Purple Posy, Good to Grape, Insta-Dri

Green Tea, Ballet Rouges

Musiałam kupić tę pandę w Ikei, jest przesłodka ^^
Wątpię, że to są oryginalne lakiery. No, może dwa, mianowicie 409 Good to Grape, no i znany wszystkim Insta-Dri (który na marginesie lakierem sensu stricte nie jest). Reszta nie ma numerków. Sprawdziwszy w rossmanie, wszystkie stojące tam na półce lakiery Sally Hansen mają numerki. Reszta moich zdobyczy takowych nie ma. Trudno, kolory zbyt cudne by narzekać.

Następna zdobycz z Vero Mody (Ptak Outlet) za... 10zł <3





Zwykła kieca na lato, nad jezioro, nad morze - cokolwiek. Jest i tyle.

No i zamówiłam sobie próbki.
Nie, nie jestem w ciąży ani nie mam dziecka. TAK BARDZO KŁAMAŁAM. Wszystko dla próbek :P Nie są jakieś duże, mieszczą się w dłoni.

Trochę się tego uzbierało, nie wszystko pokazałam, nie o wszystkim powiedziałam. Zostawię sobie coś na później, żeby Was męczyć ;)

2 komentarze:

  1. muszę się przejść do pepco :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mam bordowy lakierek sh i bardzo go polubiłam ;)

    OdpowiedzUsuń