czwartek, 14 marca 2013

Rimmel Match Perfection

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją podkładu Rimmel Match Perfection. Co o nim wiemy?

Nowy podkład Match Perfection jest odpowiedzią na potrzeby kobiet, które nie chcą być oskarżane o największe przestępstwo makijażowe – źle dobrany podkład. Dzięki nowemu produktowi Rimmel takie zarzuty już nigdy się nie pojawią. Wszytko dzięki unikalnej technologii, która rozpoznaje koloryt skóry oraz jej rodzaj, dzięki czemu cera po nałożeniu podkładu wygląda świeżo i naturalnie przez długi czas, bez względu na pogodę.
Match Perfection zostaje na skórze przez cały dzień i nie wymaga żadnych dodatkowych poprawek. Jest lekki i beztłuszczowy, dobrze się rozprowadza, posiada ochronny filtr SPF18, dzięki któremu cera jest cały czas pod ochroną.
Kosmetyk jest zamknięty w nowoczesnej szklanej buteleczce z poręcznym aplikatorem, który umożliwia precyzyjne dozowanie produktu. Opalizujący niebieski kolor elementów butelki oraz grafiki nawiązuje do zawartych w formule szafirowych pigmentów.
Produkt będzie dostępny w 6 odcieniach
Cena: 30 ml/ok. 36 zł

Zacznijmy jednakże od początku, czyli co ja o nim myślę.


















Podkład posiadałam w odcieniu 010 Light Porcelain. Posiada SPF18. Opakowanie szklane, wyposażone w całkiem wygodną pompkę, choć jak dla mnie dozowała za dużo podkładu. Do aplikacji używałam mojego pędzla Hakuro H50.


Konsystencja jest BARDZO rzadka i tłusta. Krycie określiłabym na średnie/słabe. Jak widać na trzecim zdjęciu, zakrywa wszelkie zaczerwienienia, mniejsze niedoskonałości, jednak te większe (czy strupy) lekko przykrywa, jednak są widoczne w postaci fioletowych placków. Rozprowadza się go fatalnie. Pierwszą aplikację radzę zrobić na spokojnie w domu, gdy nigdzie nie wychodzimy, żeby zaznajomić się odpowiednią dla nas ilością, jaką musimy przeznaczyć na twarz. Mój pędzel, który jest jednak konkretnym pędzlem i nigdy nie sprawił mi zawodu, z tym podkładem nie chciał współpracować. Zaczął robić okropne smugi, strasznie pił podkład, ciężko go było z niego oczyścić. Jest to ewidentna wina podkładu, gdyż nigdy wcześniej, jak wspominałam, nie miałam z H50 problemów. Po nałożeniu W lustrze widzimy strasznie świecącą się, tłustą twarz. Musimy poczekać dobre 10 minut, żeby podkład w jakikolwiek sposób zaczął wyglądać i żeby można było jakoś dokończyć makijaż. Nie próbujcie nakładać od razu pudru! Ja spróbowałam... Kiedyś się zastanawiałam jakim cudem można sobie zrobić plamy zwykłym pudrem - teraz już wiem... Przy kończeniu makijażu trzeba strasznie uważać, gdyż podkład jest niesamowicie nietrwały, lekkim przetarciem palca można się go łatwo pozbyć.
No dobrze, a co z trwałością podczas noszenia? Męczarnia. Nie dość, że przynajmniej przez godzinę trzeba uważać, bo podkład mniej więcej po tym czasie dopiero się wtapia, to utrzymuje się naprawdę strasznie krótko, około 4h. Nie jest tak, że po prostu znika czy zaczynamy się świecić. Gdyby tak się działo, to kochałabym ten podkład. Jest o wiele gorzej. Wszystkie dotychczas ukryte niedoskonałości bezczelnie wyłażą na wierzch, robią nam się takie... Ciężko to określić... Plamy, grudki, coś jak słabej jakości przypudrowany podkład po 14h. Efekt matu? Nie powiem, jakiś tam delikatny był, ale nos mi się świecił na czubku - komicznie to wyglądało zwłaszcza, że nic mi się nigdy nie świeci, gdyż moja cera jest sucha. Tak więc mat jest bardzo subtelny.

Podsumowując: Podkład jest nietrwały, pozostawia tłusty film na twarzy, nie jest przystosowany do nałożenia na niego pudru, ciężki w aplikacji, stosunkowo drogi (jak na jego jakość)
Oceniam go na 1.5/5
 Przykro mi, ale więcej go nie kupię. Właśnie idę z dziką radością wyrzucić go do śmieci.

2 komentarze:

  1. Każda z nas ma inny typ urody, każdej co innego odpowiada ;) Dla mnie ten podkład był tragiczny :P

    OdpowiedzUsuń