środa, 27 marca 2013

Wszyscy mają coś z Donegal...

 ... mam i ja! Dzisiaj przyszła do mnie paczka. Macam, macam... Wydawała mi się jakaś taka inna niż wszystkie do tej pory. Otwieram i cóż, widok ukazujący się moim oczom trochę mnie zniesmaczył.
Folia bąbelkowa? Czy to Ty? Koperta z folią, ok, ale dla mnie troszkę za mało jak na zabezpieczenie produktów przed urazami. Wszyscy wiemy jak kurierzy przewożą paczki. Nie czepiam się tak bardzo, gdyż zamówiłam rzeczy średnio mogące się uszkodzić, ale niesmak pozostaje. Przejdźmy jednak do meritum.
 Klej do sztucznych rzęs i kępki. Nie jestem jakąś amatorką sztuczniaczków, mam jedną parę, której nigdy nie miałam na sobie. Aczkolwiek fajnie byłoby przy jakimś niecodziennym wyjściu urozmaicić czy podkreślić makijaż dłuższymi trzepotkami (strasznie spodobało mi się to słowo - trzepotki :D).


Moje trzy, strasznie taniutkie urozmaiconka do manicure. Igiełki. Jak widać brązowe, złote i różowe. Zobaczymy czy w ogóle kiedykolwiek ich użyję.
Małe zbliżonko, które pewnie w powiększeniu będzie nieziemsko rozmazane, gdyż mój telefon dysponuje aparatem niczym w iPhone, bo aż 1.3 (albo 2.0, nie pamiętam). Jak to igiełki: mieniące się, podłużne, cieniutkie, malutkie. Przesłodkie i urocze.
 Potem trafiłam na tego cudaka. Kolejna koperta z folią bąbelkową. I kolejne śliczności, którym nie mogłam się oprzeć.
 Dwa lakiery. Jak to w swoim zwyczaju ma mój telefon, kolory są przekłamane. Jaśniejszy pan z lewej nie jest szary, ale jest to zwykła perłowa biel. Ma w sobie złote drobinki. Kolor Pearl Dust. Na spodzie lakieru nr 14.
Lakier z prawej strony to nie brudny róż, ale bardzo ładny, delikatny różowo-brzoskwiniowy kolor. Bardzo podobny do lakieru Peaches and cream od TheOleskaaa z Wibo, ale jest troszkę jaśniejszy. Można powiedzieć, że w nim jest zdecydowanie więcej cream ;) Kolor to French Pink, na spodzie numerek 12.

O co mi chodzi z tym zdjęciem? Chciałam pokazać jak malutkie są te lakiery. Mają po 6ml każdy. Jak to się ma do ceny? Hm, 6.99zł to w sumie nie taka tragedia. Od razu mówię, że ich nie używałam, więc nie wiem jak to porównanie ma się do jakości. Szczerze to spodziewałam się czegoś, na widok czego zrobie wielkie oczy i wydam z siebie przeciągłe "woooooow". Cóż, na razie nic więcej nie powiem, bo muszę je przetestować.





Co z Nail Therapy?
Jako, że kupiłam tyle lakierów, muszę się usprawiedliwić czemu właściwie do tej pory na blogu był tylko jeden manicure. Jak pisałam, zaczęłam używać odżywki Eveline 8w1. Efekty?

Paznokcie przed (albo jakoś po 2-4 dniach, nie pamiętam):


Paznokcie po:

Nie, nie pomyliłam się w kolejności. Podczas stosowania odżywki połamały mi się paznokcie. Trochę odrosły i bach! Po paznokciach. Tych spektakularnych efektów, na które liczyłam też nie było. W dodatku moje paznokcie, które nigdy się nie rozdwajały, zaczęły się rozdwajać... Ostatnim zdaniem motywuję moją decyzję o odstawieniu odżywki po 10 dniach. Po takim czasie nie ma efektów? Cóż, efekty były - niestety negatywne. Przykro mi, ale długo likwidowałam rozdwajającą się płytkę paznokcia. Gdy w końcu mi się to udało, przyszedł taki potworek i zrobił mi to samo. Nie, dziękuję, wystarczy. Ja osobiście nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze wrócę do 8w1, zastanowię się. Może kiedyś. Na razie niech sobie czeka w spokoju w moim pudełeczku z lakierami. Teraz pora na SOS! Zobaczymy jak się spisze. Na razie jestem zadowolona - 5 dzień, paznokcie grubsze, nic się nie rozdwaja, nie łamie - jest ok. Ale zobaczymy co dalej ;)

piątek, 22 marca 2013

Mglista poświata

 Czyli trochę słów o lakierze Wibo z edycji kolorów wydanych przez blogerki.
 "Subtelny odcień inspirowany mgłą spowijającą ziemię w letni poranek, ożywiony złotymi drobinkami przypominającymi drobne kropelki wody odbijające się we wschodzącym słońcu" Miratell 
  
Oj tak, zdecydowanie. Bardzo ładny mglisty odcień, drobinki są urocze, złote. Sam lakier ma tony zieleni i żółci. Nie jest niestety kolorem uniwersalnym, nie każdej będzie się go dobrze nosiło, nie do wszystkiego będzie pasować. Kiepsko wygląda na krótkich paznokciach (jak widać na załączonych zdjęciach, jednak po prostu nie mogłam się powstrzymać, strasznie mnie korciło, żeby pomalować paznokcie). Po lewej są dwa zdjęcia zrobione po godzinie 23, w sztucznym kiepskim oświetleniu. Wtedy lakier ujawnia nam swoje wspomniane przeze mnie żółte tony. Na dole w świetle dziennym, dostrzec można delikatną zieleń, zdjęcia zrobione zaraz po obudzeniu około godziny 10 ;)
Co do samej aplikacji - jest ona koszmarna! Pierwszą warstwę radzę dać naprawdę cieniutką. Nie dość, że lakier robi niewiarygodne smugi, zacieki i Bóg wie co jeszcze, to w dodatku schnie strasznie długo. Ile się utrzymuje? Powiem tak: pomalowałam wczoraj wieczorem około 21, dzisiaj ze wskazującego palca lakier dosłownie odkleił się sam bez żadnego większego problemu. Jest mi to akurat na rękę, bo jutro do pracy idę i nie mogę mieć pomalowanych paznokci, aczkolwiek trochę mnie ten fakt zdziwił. Sądzę jednak, że spokojnie zostawiony wytrzyma max 4dni. Ja mam w zwyczaju robić dużo dziwnych rzeczy z pomalowanymi paznokciami, więc jestem naprawdę zadowolona jeśli lakier bez szwanku wytrzyma u mnie dwa dni :P A, no i żadnego efektu "gel" nie zauważyłam.























Teraz kilka słów wyjaśnienia. Przepraszam za moje skórki - jestem w trakcie doprowadzania ich do stanu, który pozwoliłby na eksponowanie ich bez obaw. Dopiero właściwie zaczęłam o nie dbać, więc nie linczujcie mnie :( Jestem aktualnie w trakcie zapuszczania paznokci z odżywką Eveline 8w1 - efekty zobaczycie niebawem, stąd moje "ogryzeczki" i nie zachwycający niczym kształt. Od zawsze miałam niezbyt fajne paznokcie, ale na dobrą sprawę teraz jako tako wyglądają.

czwartek, 21 marca 2013

Paczuszki

Troje malutkich gości przywitało mnie w zeszły piątek. Do następnej wypłaty mam bana na zakupy ;) No chyba, że uda mi się jeszcze dorwać brakujące ogniwo, którym jest lakier od Siouxie (nie pomarańczowy, tylko ten drugi). No ale przejdźmy do meritum.






 Pierwszy nabytek, za którym obecnie szaleję - suszarka z dyfuzorem! Do tego ma chłodny nawiew i koncentrator (?), który nie jest mi do niczego co prawda potrzebny, ale miło, że coś tam jeszcze dorzucili. Różnica jest i to ogromna. Włosy się bardzo ładnie wykręcają, widać zmianę.

Kolejna "naturalna paczuszka", na którą czekałam z utęsknieniem i na którą rzuciłam się ze skowytem szczęścia. Pełnowymiarowe masło do ciała malinowe i mój ukochany po wsze czasu krem z kolagenem morskim i jedwabiem. Z próbek otrzymałam glinkę białą i masło shea (jak się to czyta?) z mlekiem i miodem. Bardzo podoba mi się, że na stronie można samemu sobie wybrać jaką próbkę się dostanie. Wybrałam glinkę ze względu na jej oczyszczające działanie, a masło bo tak :)
Teraz następna paczka. Bardzo dobrze zapakowana, mogłabym zamówić najbardziej kruchą na świecie filiżankę, a miałabym pewność, że dotarłaby do mnie bez ani jednego zadrapania. Co kryje paczuszka?






Pięć cieni Miyo (o nich trochę niżej), dwie mascary (w cenie jednej) wydłużające Gosh i próbki - szampon, maska do włosów i balsam do ciała. Szampon i maskę zużyłam od razu, niestety próbki wystarczyły mi na jedno użycie, toteż za wiele o nich nie powiem. Mogę stwierdzić tylko, że żadnego super działania nie zauważyłam. Balsam kiedyś pewnie użyję, ma czas do 2015, więc pewnie go spożytkuję. Co do mascary, gdyby dodatkowo pogrubiała rzęsy zostałaby moim no.1. Zapewne pojawi się osobna recenzja, jednakże już mogę Was zapewnić, że ja, jako fanatyczka podkreślonych na maxa rzęs jestem z niej zadowolona. Rzęsy przepięknie rozdzielone, wydłużony, och ach cud miód i orzeszki! Przejdźmy teraz do cieni.
Z tymi cieniami pracuje mi się naprawdę dobrze. Jakość jest zbliżona do cieni Inglot'owskich, a są na połowę tańsze. Niestety strona, z której je zamówiłam ma w zwyczaju dodawać za bardzo nasycone zdjęcia. Fiolet na zdjęciu (tak, jest tutaj fioletowy cień, między brązem i błękitem) jest delikatnie lawendowy wpadający w szarość, a na stronie był liliowy. A ja niestety wciąż właśnie liliowego poszukuję i dlatego się skusiłam. No cóż, na pewno nie będzie leżał zapomniany. Zieleń kupiłam z nadzieją, że może ten odcień będzie tym, którego szukam. Samej ciężko mi określić jakiego koloru potrzebuję. Miałam kiedyś taką kredkę xD Chodzi o piękną butelkowo-szmaragdową zieleń, która ma trochę w swoich tonach błękit. Oczywiście zawiodłam się totalnie na zieleni Miyo. Nie, trwałość jest bardzo dobra. Chodzi o kolor. Jako że ja nie za często chodzę w zielonych cieniach śmiem twierdzić, że tego odcienia użyję może 3-4 razy w życiu. Nie wiem co mi strzeliło do głowy z tym różem. Nie powiem, kolor śliczny, ale jest strasznie wyrazisty. Uwierzcie mi, właśnie mam go w dłoni - na zdjęciu jest BLADY. Kolor jest taki. Może jako róż do policzków w makijażu a la gyaru się sprawdzi. Naprawdę, nie widzę dla niego w chwili obecnej innego zastosowania. Teraz po kolei od lewej strony do prawej poczynając od górnego rzędu: no.09 Champagne (myslałam, że szampan jest bardziej złoto-żółty, a nie brązowy, cóż, całe życie w błędzie...), no.18 Lavender, no.38 Sky, no.30 Moss, no.15 Bubblegum.
Swatch'yska. Podsumowując cienie jestem z nich zadowolona, aczkolwiek z różowym i zielonym nie będę miała za wiele "wspólnych zdjęć", błękit jest prześliczny, lawenda i szampan troche mnie zawiodły, gdyż spodziewałam się innych kolorów. Jednak należy mieć na uwadze fakt, iż postanowiłam kupić WSZYSTKIE cienie z Miyo, ot, taki kaprys. Oczywiście stopniowo, bo bym zbankrutowała :D

piątek, 15 marca 2013

Zakupowo part. II

Dzisiaj dokończenie moich łupów z Rossmana. W środę, aby uczcić przełożenie poprawki z ustroju prokuratury, weszłam do drogerii, wręcz popędziłam do stoiska Wibo, patrzę na półeczkę lakierową i moim oczom ukazało się cudo!
Lakier, na którym najbardziej mi zależało stał ostatni! Coś cudownego... Jeszcze muszę dorwać miętowy (? nie wiem, nie widziałam go jeszcze na oczy) od Siouxie, ale wszystko w swoim czasie :)














Następne zdobycze lakierowe. Astor - myślałam, że to lakier przyspieszający wysychanie (top coat? utwardzacz? spotkałam się nawet z nazwą wysuszacz), a to zwykły lakier szybkoschnący. Szkoda, że stał pomiędzy odżywkami i innymi pierdółkami do paznokci, co wprowadziło mnie w błąd. Sprawdzę jednakże, czy nie spisze się jako utwardzacz ;) Lakier z prawej to przepiękny karmin od Rimmela. Dorwałam go na przecenie za 9-10zł. Jestem ciekawa, aczkolwiek najpierw muszę zapuścić pazurki ;)

Skoro lakiery, to i zmywacz do paznokci. Wybrałam jakiś najtańszy, z Isany. O zapachu migdałów, z wysokiej klasy olejkiem, usuwa lakier szybko i dokładnie. No to ostatnie na pewno, bo ma w sobie aceton :P Ale mi to nie przeszkadza. Słyszałam o tym zmywaczu, że jest super i zdecydowałam się go kupić. Zmywałam nim paznokcie dwa razy, jest ok ;)










Próbka kremu BB od Nivea, która znalazłam w rossmanowskiej gazetce. Zobaczymy. Osobiście nie jestem fanką tych kremów, ale może ten mnie urzeknie. Chociaż patrząc pobieżnie na skład, rzucił mi się w oczy silikon...











Taaak, nic Wam się nie dzieje z oczami ;) Była promocja, około 15zł za jedną sztukę. Kupiłam dwie buteleczki mojego ulubionego, najcudowniejszego zapachu na świecie. Jest prześliczny, kobiecy (nawet w sumie dziewczęcy), kwiatowo-owocowy, o mamo, zakochałam się w nim! A wszystko zaczęło się od...








...promocji w drogerii Natura, gdzie kupiłam buteleczkę perfum z żelem pod prysznic za 20zł. Zabawne było to, że można było kupić też samą buteleczkę perfum za... 25zł. Bez wahania zgarnęłam z półki moje ukochane duo z półki. Ciekawa jestem czy sam żel też można (będzie) kupić.
W każdym razie tym sposobem jestem w posiadaniu 4 buteleczek moich ukochanych perfum, które pewnie nigdy mi się nie znudzą.

czwartek, 14 marca 2013

Rimmel Match Perfection

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją podkładu Rimmel Match Perfection. Co o nim wiemy?

Nowy podkład Match Perfection jest odpowiedzią na potrzeby kobiet, które nie chcą być oskarżane o największe przestępstwo makijażowe – źle dobrany podkład. Dzięki nowemu produktowi Rimmel takie zarzuty już nigdy się nie pojawią. Wszytko dzięki unikalnej technologii, która rozpoznaje koloryt skóry oraz jej rodzaj, dzięki czemu cera po nałożeniu podkładu wygląda świeżo i naturalnie przez długi czas, bez względu na pogodę.
Match Perfection zostaje na skórze przez cały dzień i nie wymaga żadnych dodatkowych poprawek. Jest lekki i beztłuszczowy, dobrze się rozprowadza, posiada ochronny filtr SPF18, dzięki któremu cera jest cały czas pod ochroną.
Kosmetyk jest zamknięty w nowoczesnej szklanej buteleczce z poręcznym aplikatorem, który umożliwia precyzyjne dozowanie produktu. Opalizujący niebieski kolor elementów butelki oraz grafiki nawiązuje do zawartych w formule szafirowych pigmentów.
Produkt będzie dostępny w 6 odcieniach
Cena: 30 ml/ok. 36 zł

Zacznijmy jednakże od początku, czyli co ja o nim myślę.


















Podkład posiadałam w odcieniu 010 Light Porcelain. Posiada SPF18. Opakowanie szklane, wyposażone w całkiem wygodną pompkę, choć jak dla mnie dozowała za dużo podkładu. Do aplikacji używałam mojego pędzla Hakuro H50.


Konsystencja jest BARDZO rzadka i tłusta. Krycie określiłabym na średnie/słabe. Jak widać na trzecim zdjęciu, zakrywa wszelkie zaczerwienienia, mniejsze niedoskonałości, jednak te większe (czy strupy) lekko przykrywa, jednak są widoczne w postaci fioletowych placków. Rozprowadza się go fatalnie. Pierwszą aplikację radzę zrobić na spokojnie w domu, gdy nigdzie nie wychodzimy, żeby zaznajomić się odpowiednią dla nas ilością, jaką musimy przeznaczyć na twarz. Mój pędzel, który jest jednak konkretnym pędzlem i nigdy nie sprawił mi zawodu, z tym podkładem nie chciał współpracować. Zaczął robić okropne smugi, strasznie pił podkład, ciężko go było z niego oczyścić. Jest to ewidentna wina podkładu, gdyż nigdy wcześniej, jak wspominałam, nie miałam z H50 problemów. Po nałożeniu W lustrze widzimy strasznie świecącą się, tłustą twarz. Musimy poczekać dobre 10 minut, żeby podkład w jakikolwiek sposób zaczął wyglądać i żeby można było jakoś dokończyć makijaż. Nie próbujcie nakładać od razu pudru! Ja spróbowałam... Kiedyś się zastanawiałam jakim cudem można sobie zrobić plamy zwykłym pudrem - teraz już wiem... Przy kończeniu makijażu trzeba strasznie uważać, gdyż podkład jest niesamowicie nietrwały, lekkim przetarciem palca można się go łatwo pozbyć.
No dobrze, a co z trwałością podczas noszenia? Męczarnia. Nie dość, że przynajmniej przez godzinę trzeba uważać, bo podkład mniej więcej po tym czasie dopiero się wtapia, to utrzymuje się naprawdę strasznie krótko, około 4h. Nie jest tak, że po prostu znika czy zaczynamy się świecić. Gdyby tak się działo, to kochałabym ten podkład. Jest o wiele gorzej. Wszystkie dotychczas ukryte niedoskonałości bezczelnie wyłażą na wierzch, robią nam się takie... Ciężko to określić... Plamy, grudki, coś jak słabej jakości przypudrowany podkład po 14h. Efekt matu? Nie powiem, jakiś tam delikatny był, ale nos mi się świecił na czubku - komicznie to wyglądało zwłaszcza, że nic mi się nigdy nie świeci, gdyż moja cera jest sucha. Tak więc mat jest bardzo subtelny.

Podsumowując: Podkład jest nietrwały, pozostawia tłusty film na twarzy, nie jest przystosowany do nałożenia na niego pudru, ciężki w aplikacji, stosunkowo drogi (jak na jego jakość)
Oceniam go na 1.5/5
 Przykro mi, ale więcej go nie kupię. Właśnie idę z dziką radością wyrzucić go do śmieci.

wtorek, 12 marca 2013

Zakupy

Dzisiaj  poszalałam po całości.

Jako, że skończył mi się (nareszcie!) znienawidzony przeze mnie podkład Rimmel Match Perfection (niestety ten w buteleczce, wersja słoiczkowa jest rewelacyjna - nie mam do niej żadnych zażaleń) postanowiłam przetestować firmę zaliczającą się już do bardziej profesjonalnych (od np. Wibo), przez co droższych. Zobaczymy, może się polubimy.
Marzyła mi się czerwona szminka, nigdy jeszcze takiej nie miałam
Mój ukochany <3 Ten zapach jest tak przepiękny...

I teraz coś, z czego jestem najbardziej zadowolona... tamtaramtam!

Miałam szczęście. Mianowicie było aż 8 lakierów z serii, że tak powiem, "od blogerek" :) Z tego co wiem w większości drogerii półki z tymi produktami świecą pustkami. Dlatego też nie wahałam się ani chwili dłużej - zgarnęłam po jednym z każdego dostępnego rodzaju. Niestety brakuje mi bardzo lakieru od TheOleskaaa, przepiękny brudny brzoskwiniowo-różowy kolor. Kiedyś na pewno na niego trafię :)

Kupiłam jeszcze jedną rzecz, a ściślej rzecz biorąc 3 rzeczy. Na czymś trzeba będzie wypróbować powyższe lakiery, a do zapuszczania paznokci przyda się...
...odżywka! Tak, wiem, większość osób oglądająca to zdjęcie właśnie w tej chwili wydała z siebie przeciągły jęk. Zdaję sobie sprawę z zagrożenia jakie niesie ze sobą odżywka z Eveline, mianowicie nabawienie się onycholizy. Widziałam jednak też efekty u dużej ilości dziewczyn

Oprócz tego złożyłam jeszcze zamówienie na stronie Calaya'i oraz Drogerii Marzeń, ale więcej powiem, gdy paczuszki do mnie dotrą ;)

poniedziałek, 11 marca 2013

Eveline Lip Regenerating Serum Extra Soft Bio

Co wiemy o produkcie od producenta?
SERUM REGENERUJĄCE DO UST
EXTRA SOFT BIO
7-DNIOWY PROGRAM NAWILŻENIA I REGENERACJI UST
Innowacyjne połączenie pomadki ochronnej z kojąco-odżywczym serum.
Masło aloesowe i witaminy A i E nawilżają, regenerują i przywracają elastyczność.
Dzięki doskonale dobranemu składnikowi - VELVEPIDERM
balsam przynosi natychmiastową ulgę spierzchniętym i popękanym ustom
SPF 20 zapewnia wysoką ochronę przed szkodliwym wpływem promieniowania słonecznego, a co za tym idzie zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry ust.
Po 7-dniowej kuracji usta są lepiej nawilżone, odzyskują piękny zdrowy wygląd.
Regularne stosowanie zarówno latem, jak i zimą gwarantuje optymalny poziom nawilżenia i odżywienia oraz wysoką ochronę przed działaniem czynników atmosferycznych.
MASŁO ALOESOWE: Wygładza, regeneruje i nawilża skórę ust
WITAMINA A i E : Poprawia elastyczność naskórka, spowalnia starzenie
VELVEPIDERM : Błyskawicznie usuwa suchość i szorstkość

Co ja o tym myślę?
Zaczynając od początku: pomadka ma śliczne różowe opakowanie (moja wersja PEARL). Niestety od noszenia luzem w torebce troszkę się połamało - takie mam szczęście, z każdą pomadką dzieje mi się to samo, więc nie jest to wina producenta ;) Kolor pomadki po wysunięciu jest bardzo zbliżony do opakowania. Konsystencja lekka, delikatna, przyjemna. Pomadka jest bardzo wydajna, naprawdę wystarczy niewielka ilość produktu, żeby czuło się jego działanie.
 
Tak oto się prezentuje na ustach. Troszkę nie dopracowałam tego, heh ;) Ale jak widać, usta mają "szklisty" wygląd, nie tak bardzo jak po użyciu błyszczyka, ale efekt delikatnej tafli jest. Swego czasu do pełnego makijażu na usta dawałam tylko tę pomadkę - wyglądała prześlicznie.




Ale przecież nie o wygląd tu chodzi. Najważniejsze jest działanie. Moje usta były faktycznie odżywione, gładsze, bardziej miękkie, zadzierające się skórki jakby się zmniejszyły. Mogę powiedzieć z całą pewnością: działa.

Czy więc produkt ten nie ma żadnych minusów? Niestety ma i jest to tak wielki minus, że zmusza mnie do nieużywania non stop pomadki. Mianowicie okropna, obrzydliwa gorycz w ustach. Wierzcie mi, ten smak jest po prostu nie do zniesienia. Żeby choć trochę złagodzić tą wadę, nakładam naprawdę cieniutką warstwę produktu. Wtedy jest w miarę okey.

Moja ocena produktu: 4/5
Niestety ten smak jest tak okropny, że nie mogę przymknąć na niego oka.

piątek, 8 marca 2013

Niebezpieczne i zarazem popularne składniki kosmetyków

Dzisiejszy post jest odpowiedzią na bardzo często zadawane pytanie: czym są SLS, SLES, szkodliwe alkohole, parabeny, silikony, parafina, itp. Przede wszystkim należy powiedzieć sobie wprost: fakt, iż te składniki występują w prawie wszystkich dostępnych produktach nie oznacza, że są nieszkodliwe i tak po prostu musi być. To bzdura! Bez tych składników kosmetyki również by funkcjonowały. Dlaczego jednak są używane do produkcji? Bo są tańsze niż nieszkodliwe zamienniki. Pamiętajmy również o tym, że jeżeli coś nie jest widoczne w składzie, nie oznacza to, że tego nie ma w preparacie. Jeżeli dany składnik występuje w małej, śladowej ilości, to producent nie ma obowiązku informowania nas o jego obecności. Zacznijmy jednak od początku.

SLS/SLES
Składniki te nie występują pod tym skrótem - wolę o tym Was poinformować na wstępie, gdyż sama "przejechałam się" na własnej naiwności i głupocie. Ich nazwy to Sodium Lauryl Sulfate oraz Sodium Laureth Sulfate. Jest jeszcze kilka podobnych składników jak np ASL czy ASLES. Jeśli zobaczycie nazwę zbliżoną do wyżej wymienionej możecie być pewne, że jest to składnik tego typu. A jakiego? Są to syntetyczne detergenty, absolutnie do niczego nie potrzebne skórze. Wręcz jej szkodzą. W jaki sposób? Są agresywne dla skóry – wysuszają ją i podrażniają, zaburzają wydzielanie łoju i potu, wywołują świąd i wypryski, w skrajnych przypadkach mogą wywoływać atopowe zapalenie skóry. Przenikają przez skórę do krwi i ulegają kumulacji w organizmie. Mogą uszkadzać układ nerwowy i układ odpornościowy skóry. Substancje te wpływają na układ hormonalny i obniżają stężenie estrogenów. Ponadto mogą działać rakotwórczo i obniżać płodność. Ich obecność w szamponach jest przyczyną powstawania łupieżu, swędzenia skóry głowy oraz łamliwości i wypadania wło­sów. SLES to pochodna ropy naftowej. Zarówno SLS jak i SLES wchodzące w skład kosmetyków mogą być zanieczyszczone rakotwórczym dioksanem (dioxane) o dzia­ła­niu muta­gennym.

Parabeny
Są to estry kwasu p-hydroksybenzoesowego. Powstrzymują rozwój grzy­bów, przede wszystkim pleśni i drożdży. Brzmi ładnie i korzystnie? Zachęcam do dalszego czytania. Mają one zdolność do gromadzenia się w skórze. Stosowanie parabenów może spowodować uwra­żliwienie skóry na działanie czynników zewnętrznych. Należą one do najczęściej uczu­lających substancji. Większą wrażliwość na ich działanie wykazują kobiety niż mężczyźni. Odczyn alergiczny może być szczególnie silny na skórze wystawionej na działanie promieni słonecznych i objawia się zaczerwienieniem, pok­rzywką, wypryskami i towarzyszącemu tym podrażnieniom świądem. powodują raka, zaburzają gospodarkę hormonalną, zaburzają pracę układu odpornościowego i nerwowego, powodują alergie i podrażnienia skóry.  Wchłaniają się przez skórę do krwi i limfy, wpływają na cały ustrój. Jak są oznaczane w składzie? Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben.

Formaldehyd
Jego szkodliwe działanie udowodniła większość blogerek po zastosowaniu odżywek z Eveline (8w1 oraz Diamentowej, które mają identyczny skład). Wywołał u nich onycholizę (proponuję wejść również w obrazy).  Substancja bardzo toksyczna. Jest stosunkowo silnym alergenem kontaktowym, który może powodować podrażnienia układu oddechowego i oczu. Przy długotrwałym stosowaniu nawet nie- wielkie dawki mogą powodować przejściowe podrażnie­nia skóry lub długotrwałe alergie skórne w postaci rumieni i wyprysków, układających się w wyraziste czerwone plamy. Formalina przyspiesza proces starzenia się skóry, jak również jest podejrzewana o działania rakotwórcze. Pochodne, których powinniśmy unikać to m. in. 2 Bromo-2Nitropropane1,3-Diol, Diazolidinyl Urea, Imidazolidinyl Urea, Bronopol, DMDM Hydantoin, Quaternium-15.

Konserwanty
Większość chemicznych składników konserwujących może stanowić potencjalne zagrożenie dla naszego zdrowia, szczególnie gdy stosujemy sporą ilość kosmetyków jednocześnie. Dzieje się tak, ponieważ większość konserwantów jest bardzo silnie działającymi substancjami, które mogą działać „zabójczo” nie tylko na drobnoustroje. Reakcje alergiczne wywołane przez konserwanty to tylko część góry lodowej. Najbardziej radzę uważać na polyacrylamide, jego działanie rakotwórcze zostało potwierdzone badaniami naukowymi. Kumuluje się w organizmie i niesie za sobą sporo zagrożeń. Jego połączenie z formaldehydem daje silne działanie toksyczne.

Lanolina
Może powodować występowanie podrażnień i alergii skórnych. Pojawiają się one najczęściej u osób starszych, jak również po zastosowaniu preparatów z lanoliną w  miejscu gdzie naskórek został wcześniej uszkodzony. Uczulać mogą również kosmetyki do higieny intymnej z zawartością lanoliny. Zmiany alergiczne objawiają się przede wszy­stkim długotrwale występującymi wypryskami o niewielkim nasileniu. W  skrajnych przy­pa­dkach u osób nadwrażliwych może powodować atopowe zapalenie skóry.

 Parafina
Pokrywa skórę trudną do usunięcia powłoką, nieprzepuszczalną dla wody i gazów. Skóra pod nią wydaje się być miękka i gładka, ale jej oddychanie wraz z pozostałymi procesami życiowymi, jest uniemożliwione. Po zas­to­so­wa­niu parafiny, skóra może być ponadto bardziej wrażliwa na działanie pro­mie­ni sło­necz­nych. Sama w sobie, jako substancja chemiczna, pa­rafina nie jest alergenem. Nie mniej jednak w wyniku jej stosowania zachodzi wiele nie­ko­rzys­t­nych procesów w skórze, wynikających z   intensywnego rozwoju bakterii bez­tle­no­wych. Prowadzi do powstawania zaskórników i zmian trądzikowych. Nie pozwalając skórze prawidłowo funkcjonować, parafina powoduje kumulację toksycznych produktów przemiany materii prowadząc do jej przedwczesnego sta­rze­nia się. Organizm ludzki nie potrafi przet­wo­rzyć i wydalić cząsteczek parafiny, po­nie­waż nie ulega ona roz­kła­do­wi biologicznemu. Stąd też jest przeważnie magazynowana w wątrobie, nerkach i węzłach chłonnych i jest podejrzewana o udział w powstawaniu zmian nowotworowych. Ponieważ nie ulega roz­kła­do­wi jest również szkodliwa dla środowiska naturalnego.

Alkohole
Możemy je podzielić na dwie grupy: szkodliwe i nieszkodliwe. Zacznijmy od tych szkodliwych:
Etanol, spirytus roślinny, spirytus rektyfikowany (grain alcohol) – może wysuszać i podrażniać cerę suchą i delikatną, ale tylko, gdy występuje w zbyt dużych stężeniach.  Przy niskim stężeniu i w towarzystwie substancji nawilżających jest dobrze tolerowany przez skórę. Pozwala na użycie mniejszej ilości syntetycznych konserwantów, działa antybakteryjnie, ułatwia rozpuszczanie w kosmetyku składników aktywnych i przyspiesza ich wnikanie w skórę, a także zmniejsza lepkość i przyspiesza wchłanianie.
Alkohol denaturowany (alcohol denat.),  alkohol SD 10-40, SD-alcohol, SD-alcohol 40, SD-alcohol 40-B – to także etanol, ale skażony innymi substancjami chemicznymi, pospolity w tonikach, może wysuszać, podrażniać skórę a także alergizować.
Alkohole nieszkodliwe:
Alkohol wielowodorotlenowy, glikole (gliceryna, glikol propylenowy, sorbitol) – mają właściwości higroskopijne (przyciągają wilgoć z powietrza) i dużą zdolność penetracji w głąb naskórka, dzięki czemu nawilżają, wygładzają i uelastyczniają, pozostają w skórze do 24 godzin a kosmetykowi zapewniają gładką konsystencję i zapobiegają jego „wałkowaniu” się na skórze.
Alkohole tłuszczowe (cetyl alcohol, cetearyl alcohol, decyl alcohol, mirystyl alcohol, palm alcohol, searyl alcohol) – rozpraszają składniki w emulsji zawierającej wodę i stabilizują taki układ, ale są środkami niedrażniącymi zmiękczającymi, natłuszczającymi i wygładzającymi skórę, jednak niektóre z nich (lauryl alcohol, oleyl alcohol, isostearyl alcohol) w większych ilościach mogą zatykać pory i powodować wypryski.


Silikony
Zadaniem silikonów jest stworzenie och­ron­ne­go filmu na skórze lub włosach bez zatykania porów. Jednakże ich użycie przez osoby o wra­żli­wej skórze z tendencją do wyprysków, zaskórników i zmian trądzikowych, może powodować nasilenie objawów. Ponadto silikony nie ulegają rozkładowi biologicznemu, gromadzą się w tkankach żywych organizmów i są szkodliwe dla środowiska naturalnego. Nakładane silikony gromadzą się warstwami i mogą być usunięte tylko agresywnymi, radykalnymi środkami.

PEG
Poliethylene glycol powoduje stany zapalne uwidaczniające się przede wszystkim na skórze twarzy i pach­win. PPG, glikol polipropylenowy tworzy na po­wierz­chni skóry nie wysychający film zmniejszający ubytek wody z naskórka. PPG jest jednym z najbardziej popularnych emulgatorów i czyn­ników nadających kosmetykom konsystencję emulsji. Substancja ta jest szeroko stosowana w pastach do zębów, płynach do płukania ust oraz dezodorantach w sztyfcie. Do produkcji zarówno PEG jak i PPG używany jest tlenek etylenu, trujący gaz. Mogą one też być zanieczyszczone dioksanem (czyli eterem) lub zawierać nieprzereagowane cząsteczki tru­jącego gazu. Zarówno dioksan jak i tlenek etyl­enu uszkadzają strukturę genetyczną komórek i zostały uznane za substancje ra­ko­twór­cze. Zarówno PEG jak i PPG powodują uw­raż­li­wie­nie skóry na zanieczyszczenia oraz drażniące substancje zawarte w kosmetykach.

Chemiczne filtry UV
Są najczęstszym powodem fotoalergicznej egzemy kontaktowej. Pod­raż­nie­nia skóry idą w parze z przenikaniem substancji przez naskórek do organizmu. Wykryto, że chemiczne komponenty filtrów akumulują się w tkance tłuszczowej oraz w mleku matki, gdzie naśladując działanie estrogenów mogą wywoływać niepożądane zmiany hormonalne. Zapraszam TUTAJ

Syntetyczne zapachy
Syntetyczne substancje zapachowe mogą powodować bardzo silne reakcje alergiczne i są w rzeczywistości groźne dla człowieka. Z łatwością wchłaniane są przez ciało ludzkie, gdzie następuje ich bioakumulacja. Oznacza to, że mogą być nawet przekazywane z pokolenia na pokolenie; szczególnie duże ich stężenie wykryto w mleku ludzkim. Szczególnie złą sławą cieszy się ostatnio syntetyczne piżmo – często wykorzystywane do produkcji perfum, kremów po goleniu, mydeł i innych produktów higienicznych. Podejrzewa się, że zaburza pracę układu dokrewnego i wywołuje nowotwory.

Syntetyczne barwniki
Syntetyczne barwniki uwalniają aminy aromatyczne, spośród których wiele jest substancjami drażniącymi, a nawet toksycznymi. Podobnie jak zapachy również barwniki syntetyczne są wszechobecne w produktach kosmetycznych. Najważniejszą rolę pełnią w tych do koloryzacji włosów. Wiele z substancji w nich zawartych jest kancerogennych. Re­gularne farbowanie włosów podnosi także ryzyko zachorowania na raka pęcherza moczowego.

(źródła: http://phenome.pl ; http://www.snobka.pl/artykul/tajemnice-kosmetykow-alkohol-w-kosmetykach-8206 oraz inne blogi) 

Mam nadzieję, że ten post rozwiał wiele wątpliwości. Wszyscy wokół trąbią o unikaniu tych składników, ale na dobrą sprawę ile osób się tym przejęło? Dlaczego? Z niewiedzy. Ja sama przymykałam na to oko, bo skoro jest wszędzie, to tak musi być. To błąd! Pamiętajcie, że na oszczędności producentów cierpimy najbardziej my - użytkownicy ich produktów.