środa, 13 listopada 2013

Wreszcie makijaż!

Post na szybkości, bo zaraz wychodzę, dlatego też od razu przepraszam za wszystkie niedociągnięcia (zdjęcia tylko skadrowane), nieujarzmione jeszcze brwi, no i generalnie jest ciemno, więc zdjęcia są robione z fleszem. Cienie - zloto, stare złoto, fiolet, fioletowy róż, ciemny fiolet, czarny z paletki Sleek Vintage Romance, mleczny z paletki Sleek Oh So Special, beżowy ze złotymi drobinkami Inglot nr 463.




Zobaczyłam ten makijaż u pewnej blogerki (http://karolinazientek.blogspot.com/2013/09/vintage-romance-sleek-make-up-i-moj.html), zrezygnowałam jednak z podkreślenia dolnej powieki, no i nie dojechałam do końca kolorem z załamania powieki oraz tegoż koloru w kąciku, nie chciałam, żeby wyszło za ciężko. Środkowe zdjęcie jest bez pomalowanych rzęs - pośpiech, o zgrozo!




Makijaż trudny nie jest, jego wykonanie zajęło mi - uwaga! 10 minut. Dla mnie był to spory szok, bo kiedy chce zrobić sobie tylko kreski i umalować rzęsy, to zajmuje mi to od 5 do 7 minut.

poniedziałek, 4 listopada 2013

A miało być tak pięknie...

... ale niestety zgubiłam kabel od aparatu. Nie dość, że nie mogłam niczego zrzucać na komputer, to w dodatku nie mogłam nawet mojego złomka podładować. Więc, wybaczcie, ale nie mam niestety miliona zdjęć. Kolejny post będzie przypominał mały śmietnik podpisany "wspomnień czar", ale niestety nic na to nie poradzę. Bez zbędnego ględzenia:



Cieplutkie rękawiczki z przeuroczą kokardką za 10zł kupiłam w H&M. Są milutkie, mięciutkie i baaardzo grzeją ;)


Słodka skarbonka "geisha". Uwielbiam wszystko co ma jakikolwiek związek z Japonią, więc rozumiecie sami, że nie mogłam oprzeć się pokusie kupienia jej ;)


Trzy koszyki kupione w Pepco na moje pierdółki



Moje dwa nabytki. Paletki Sleek - Oh So Special oraz Vintage Romance. Świetna pigmentacja (aczkolwiek w Oh So Special mogłaby być trochę lepsza), cienie trzymają się zaskakująco długo, zarówno z bazą jak i bez niej. Używając tych cieni jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby przy rozcieraniu któryś kolor zanikł. Generalnie nie było sytuacji, żeby nie wyszedł mi makijaż z tymi paletkami ;) Niestety szybko drożeją. Pierwsza paletką kupiona bodajże rok temu kosztowała mnie 28,90zł. Teraz, w zależności od strony, przez którą się kupuje, ceny sięgają 38zł. Ja osobiście zamawiam paletki przez stronę http://alledrogeria.pl 

Kolejna rzecz, tym razem bez zdjęcia, to tablet z doczepianą klawiaturą. Nie jest może jakiś super, ale notowanie na wykładach stało się trzy razy szybsze i przyjemniejsze.

środa, 25 września 2013

Czas odpocząć...

... ale może niekoniecznie od blogowania, bo w tym wypadku troszeczkę poszalałam z nieobecnością. Okres od ostatniego postu był przede wszystkim pod znakiem stresów. Tak więc dzisiejszy wieczór jest wieczorem relaksu :) Nie będę się zbytnio rozpisywać, powklejam zdjęcia, a przy okazji zobaczycie czego używam do pielęgnacji. Zacznijmy od...

Twarz

Moje ulubione maseczki, niestety stosunkowo drogie, bo ponad 5zł za jedną (na jedno użycie).
Wszystkim znany micel z Biedy :)

Coś do nawilżenia

O oczy trzeba dbać

Cóż, nie lubię go, ale muszę coś ustom też zafundować

Trzeba podleczyć troszeczkę moje problemy ze skórą
 Jaka kolejność?
1. Myję twarz. Ostatnio przerzuciłam się na zwykłe szare mydło. Całkiem zadowalający efekt.
2. Przecieram twarz płynem micelarnym i/lub tonikiem ogórkowym z Ziaji. Przy okazji - micel z Biedy ma parabeny, będę musiała znaleźć zamiennik :(
3. Maseczka.
4. Znowu przecieram płynem i/lub tonikiem.
5. Pasta cynkowa. Ta wersja ma tragiczną konsystencję, strasznie sucha, z jakimiś drobinkami czy czymś. No ale nakładam, co innego mi pozostało.
6. Krem. Tak, na pastę cynkową krem. Muszę tak robić, gdyż obudziłabym się albo z eksplodującymi syfami albo z mega przesuszoną skórą. Dziwna jestem, cóż.
7. Krem pod oczy i na powiekę. Powieka to też skóra, a sporo osób o tym zapomina. Smuteczek.
8. Ostatni punkt: balsam do ust.
 Dużo punktów, ale ten dzisiejszy rytuał jest mi potrzebny, autentycznie w ten sposób się relaksuję.

Przejdźmy teraz do...


 Włosy

Olejek do włosów

Olej rycynowy

Bardzo przyjemna i lekka odżywka z Isany. Lubię.

Moja ulubiona odżywka

Pianka do włosów
Jak wiadomo - niezbyt idealny jedwab Biosilk. Nie mam niestety niczego lepszego
Jaka kolejność?
1. Nakładam olejek z YR
2. Na to nakładam olej rycynowy. Chodzę z tym minimum 2h.
3. Myję włosy szamponem Babydream (zdjęcia brak :( )
4. Nakładam najpierw odżywkę z YR...
5. ... a na nią odżywkę z Isany.
6. Nie wiem ile trzymam, generalnie tyle ile zajmuje mi umycie ciała i depilacja oraz ewentualne ogrzewanie ciała wodą - stoję i rozkoszuję się gorącym strumieniem :D
7. Po spłukaniu i osuszeniu ręcznikiem nakładam jedwab.
8. Pianka do włosów. Najdelikatniejsza jaką znalazłam w Rossmanie.
Czemu tyle tych kroków? Ostatnio strasznie zaniedbałam włosy i muszę im zafundować "bombę witaminową".

No dobra, post jest, to teraz wcielamy "plan relaksacyjny" w życie ;)

sobota, 24 sierpnia 2013

Mascara Maybelline the rocket volum' express

Moje rzęsy od zawsze były cienkie. Gęste i długie, ale cienkie. W gruncie rzeczy byłam z nich bardzo zadowolona aczkolwiek lubiłam efekt teatralnie wydłużonych i pogrubionych rzęs. Wiecie, jak u lalki.
Tuszy do rzęs przewinęły się u mnie setki, niektóre mniej, inne bardziej trafione. W pewnym momencie trafiłam na produkt wszech czasów - Maybelline One by one Satin black. Zakochałam się w nim, używałam non stop. I w pewnym momencie coś mnie podkusiło, żeby potestować inne mascary. Za wiele ich nie było, bo dwie (z czego recenzja jednej widnieje już na blogu). I tutaj przechodzę do meritum.
Weszłam do pewnej znanej sieci drogerii. Patrzę: promocja! No to sru, do koszyka, pyk! bach do torby, kupione, do widzenia.
Opakowanie jest totalnie kiczowate. Nie wiem kto dobrał kolory, ale generalnie mu to nie poszło. Ok, nie szata zdobi... kosmetyk? Zaglądam do środka. Gigantyczna szczoteczka (?) z ultrakrótkimi silikonowymi włoskami. Połowa tuszu znajduje się na "patyczku" łączącym szczoteczkę z nakrętką. Ee...



Przyznam szczerze, że musiało minąć kilka tygodni zanim go użyłam po raz pierwszy. Byłam zniesmaczona pierwszym wrażeniem, poza tym musiałam skończyć poprzedni tusz.

Ale nadszedł wielki dzień. Otwieram, sytuacja z tuszem, który był wszędzie, znowu się powtórzyła. No nic, wycieram, obcieram, po minucie zabawy nadaje się do użytku. Przybliżam do rzęs, przeciągam i... Omal nie zemdlałam. Szczoteczka mnie PODRAPAŁA. Wtf, ludzie?! Myślę, ok, może za blisko trzymałam. Następne próby trochę lepiej, aczkolwiek jeden nieostrożny ruch i linia wodna znowu podrapana (dodam, że górna linia wodna).
Wszystko wskazywało na to, że aplikacja tego tuszu przyjemna nie będzie. Nie była. Bardzo łatwo zrobić sobie "ciapy" na całej powiece. Rzęsy absolutnie sklejone - chyba nie na tym miało polegać pogrubienie? Myślałam, że nic gorszego już się stać nie może. Jakże się myliłam.
Po paru godzinach zaczynają mnie strasznie swędzieć, wręcz piec powieki, tuż przy linii rzęs. Ok, trzeba zmyć. Sięgam po płyn micelarny z bebeauty. O mój Boże. To, co obkleiło moje rzęsy jest totalnie odporne na jakikolwiek demakijaż. Kupiłam dwufazówkę, ale nawet dla tego potwora jest za słaba. Jedyny sposób na ten... PODPRODUKT to zwilżenie wodą rzęs, najlepiej brać prysznic jeszcze w makijażu, po wyjściu spod niego usunąć tusz dwufazowym płynem, po czym umyć twarz oraz dokładnie oczy. Jest szansa, że w jakimś stopniu się tego czegoś pozbędziecie.
Jednak dlaczego moja notka ma wydźwięk tak bardzo negatywny, pełen agresji. Ok, kolejny nieudany produkt, ale czy to naprawdę powód, żeby pisać w ten sposób?
Tak. Kiedyś miałam piękne, zdrowe, gęste rzęsy. Teraz połowa z nich mi wypadła przez TO COŚ.


Na zdjęciach oczywiście mam na sobie ten tusz. Nigdy więcej.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Ot, tak.


Chwalę się znowu, tym razem własnoręcznie robionymi koszulkami. Pomysł zaczerpnięty z tegoż oto tutoriala(/u?) 


 Wygrzebałam więc stare T-shirt'y i dodałam wzory wg własnego pomysłu, zrezygnowałam jednak z wycinania dołu T-shirt'u, jakoś nie bylam (i nie jestem nadal) do tego przepokana. Na zdjęciach niestety są po Woodstocku, a więc wygniecione, za co z góry przepraszam.



Każda z tyłu ma zawiązaną czarną kokardkę
Na zakończenie postu najpiękniejsze, najcudowniejsze 3 rzeczy, które przywiozłam ze sobą :D
1 paczka West Ice = 1 para oksów <3

wtorek, 23 lipca 2013

Bez spiny

Nie, nie znudził mi się blog. Krótko: fatalny okres, ale WRACAM.

Krótko o moich pomadkach:

Nazwy dodam przy okazji, gdyż niektóre pożyczyłam sąsiadce, a nie znam ich na pamięć :P

 I dwie nowości ;) Bronzer oraz cienie ;)



Ten "szatan" jest tak napigmentowany, że mała głowa!


Bez bazy. Trzymają się lepiej niż jakiekolwiek cienie, które posiadam. Absolutny mh.
Spokojnie, nie jestem aż takim burżujem. Obie "pierdółki" kupione w Pepco za grosze.

Krótko, zwięźle i na temat. "Samochwała" na rozruch ;)

piątek, 7 czerwca 2013

I wtedy przyszedł maj...

... oraz sławna promocja w Rossmanie ;) Dzisiaj się tylko będę chwalić, następnym razem postaram się coś ambitniejszego naskrobać ;)







Myślałam, że zrozumiem ten zachwyt Carmexem - niestety, jest tragiczny.

Meeega pogrubione rzęsy, ALE: ciężko się go zmywa i mam wrażenie, że moje rzęsy się przerzedziły






poziomka i kwiat czereśni, saszetki zapachowe do szafy


Oprócz wyżej wymienionych rzeczy kupiłam jeszcze sobie dwa szampony Babydream i farbę do włosów ("miedziany kasztan" z Garnier'a).